W Polsce co roku notuje się ok. 3 tysięcy zachorowań na czerniaka. Tymczasem wystarczy regularne oglądanie znamion pod dermatoskopem, by wykryć nowotwory skóry we wczesnym stadium. To jedno z najbezpieczniejszych i najmniej inwazyjnych badań. Przy okazji niedawno obchodzonego „Melanoma Day” przypominamy, dlaczego ważna jest tego typu profilaktyka.

Dr Łukasz Preibisz o badaniu znamion
Dermatolog, lekarz medycyny estetycznej, właściciel kliniki Preibisz SkinDoctors. Pracował na oddziałach: interny, rehabilitacji, chirurgii, diabetologii oraz dermatologii dzieci i dorosłych w Polsce i w Anglii.
Od lat wykonuje Pan w swojej klinice badania dermatoskopem. Na czym one polegają?
Najprościej mówiąc, jest to oglądanie skóry w dużym przybliżeniu. W zależności od ogniskowej danego urządzenia można to robić w kilku- lub kilkunastokrotnym powiększeniu. Do dyspozycji mamy zarówno dermatoskopy, których głowice przykłada się do skóry, jak i takie, dzięki którym badanie wykonamy z dystansu. Niezależnie od wybranej techniki dermatoskopia to najlepszy sposób, by ocenić znamiona. Z doświadczenia wiem, że pacjentów najczęściej niepokoją zmiany wystające ponad poziom skóry, bo zwracają na nie większą uwagę. Jednak bardzo często w dermatoskopii okazuje się, że są one zupełnie łagodne i niegroźne, choć zdarzają się odstępstwa od tej reguły. Tymczasem płaskie znamiona, nieco ciemniejsze mogą okazać się dużo bardziej groźne.
Czy do tego badania dermatoskopem trzeba się jakoś specjalnie przygotować?
Nie, dużą zaletą tego badania jest to, że można wykonać je praktycznie w każdej chwili. Nie istnieją do niego przeciwwskazania, może być przeprowadzone także u dzieci i kobiet w ciąży. Jest też całkowicie bezbolesne, więc nie powinniśmy mieć obaw przed pójściem do dermatologa. Dobrze jest jednak udać się do naprawdę dobrego specjalisty. Warto podkreślić, że sama dermatoskopia to nie tylko przyłożenie „szkiełka” do ciała – kluczowe są wywiad lekarski, poznanie zwyczajów pacjenta, a także historii chorób w rodzinie. Ja zawsze dopytuję, jakie ta osoba ma zwyczaje, czy często przebywa na słońcu, a jeśli tak, to czy stosuje ochronę przeciwsłoneczną. Niezwykle istotne są także uwarunkowania genetyczne, bo jeśli w rodzinie występowały groźne zmiany skórne, w tym nowotwory, ryzyko zachorowania niestety wzrasta. Jest to również sygnał do częstszej obserwacji.
W jaki sposób ocenia się zmiany na ciele?
Badanie trwa od kilku do kilkudziesięciu minut, co jest uzależnione od tego, ile znamion trzeba ocenić. Po skrupulatnym wywiadzie pacjenta się „mapuje”, czyli oznacza się na jego ciele takie miejsca, które trzeba dokładnie obejrzeć pod dermatoskopem. Następnie pojedyncze znamiona klasyfikuje się według reguły „ABCDE”, stworzonej przez amerykańskich naukowców ponad 30 lat temu, co niewątpliwie ułatwia postawienie diagnozy. W pierwszej kolejności zwraca się więc uwagę na asymetrię (A, asymmetrical), potem na brzegi, czyli inaczej mówiąc – granice zmiany (B, border). Kolejnym punktem do sprawdzenia jest kolor (C, color) – powinien być jednolity, a nie stanowić połączenie kilku odcieni. Następnie pod uwagę bierze się średnicę (D, diameter) – tu niepokojące są szczególnie zmiany przekraczające 6 mm. Na koniec mamy do oceny stopień ewolucji (E, evolving), czyli to, w jakim stopniu znamię się rozrasta i zmienia swój kształt. To jest składowa, którą zwykle można ocenić na podstawie kolejnego badania dermatoskopowego lub samoobserwacji pacjenta. Niemniej jednak każdy z wyżej wymienionych czynników ułatwia podjęcie decyzji o wycięciu niepokojącej zmiany. Co ważne, jakakolwiek anomalia nie musi od razu wskazywać na nowotwór, ale jest swojego rodzaju ostrzeżeniem. Nie wycinamy natomiast zmian, które są łagodne.

Czy często pacjenci obawiają się usuwania znamion? Samo badanie dermatoskopowe jest bezbolesne, natomiast interwencja chirurgiczna u wielu osób wywołuje niepokój.
Tak samo jak w przypadku badania dermatoskopowego, tak i w przypadku wycinania znamion nie ma powodów do obaw. Dużo gorsze jest pozostawienie ryzykownej zmiany, bo to opóźnia ewentualne leczenie. Wycinanie znamion to zabieg chirurgiczny wykonywany z bardzo dużą precyzją w znieczuleniu miejscowym. Znamię wycina się w okolicach skóry zdrowej, kilka milimetrów poza jej granicami, żeby usunąć margines komórek. Ranę się zaszywa, a szwy zdejmuje po około 10–14 dniach. W tym czasie wskazane jest wysłanie pobranego wycinka do anatomopatologa, który wykonuje badanie histopatologiczne pod kątem obecności komórek nowotworowych. Nie jest to już więc badanie kawałka skóry z zewnątrz tylko pocięcie zmiany specjalnym urządzeniem na malutkie kawałki, które ogląda się pod mikroskopem. Dopiero po dokładnym przeanalizowaniu takiego materiału możemy powiedzieć pacjentowi, że jest całkowicie zdrowy. Wynik histopatologii uzyskujemy zwykle w ciągu maksymalnie trzech tygodni. Jeśli po zabiegu usuwania znamion zostaje blizna, stosuje się wówczas preparaty przeciw bliznowaceniu, np. plastry lub żele. Można też wyrównać skórę laserem frakcyjnym.
Co należy zrobić, jeśli badanie histopatologiczne wykazuje zmianę onkologiczną?
Jeśli jest to nowotwór w stanie początkowym, czyli tzw. przedinwazyjny CIS (carcinoma in-situ), wtedy onkolog decyduje, czy zmiana wymaga dodatkowej analizy. Czasami jest potrzeba ponownego zbadania próbki albo dodatkowe „docięcie” takiej zmiany. Jeśli jednak okaże się, że jest to czerniak, czyli najgroźniejszy z nowotworów skóry, wtedy z kolei ocenia się, z jaką jego postacią się mierzymy: czy to typ guzkowy, czy plama soczewicowata, czy czerniak szerzący się powierzchownie. To ma ogromne znaczenie, zarówno ze względu na rokowania, jak i na leczenie. Dlatego tak często przypominam, że profilaktyka dermatoskopowa jest jedną z najważniejszych rzeczy, jakie możemy zrobić dla swojego zdrowia. To najprostszy sposób, by w porę wykryć groźne zmiany i w porę zacząć odpowiednie leczenie. Nie bez powodu w swojej klinice robię czasami darmowe przeglądy dla pacjentów. Uważam, że propagowanie dermatoskopii to część misji każdego dermatologa. Ostatecznie w tej dziedzinie nie chodzi przecież tylko o młodą i piękną skórę, ale także o jej zdrowie.
Co mówi Pan pacjentom, którzy mają dużo pieprzyków na ciele?
W takich przypadkach należy bardzo uważać na słońce i najlepiej po prostu się nie opalać. Konieczna jest odpowiednia fotoprotekcja, czyli stosowanie kremów z SPF 50, które chronią zarówno przed promieniowaniem UVB, jak i dużo groźniejszym UVA, aktywnym także w pochmurne dni. Ważne jest, by przynajmniej co 3–4 godziny powtarzać aplikację kremu, bo inaczej filtr nie będzie chronić nas wystarczająco skutecznie. Dobrym wyjściem jest też noszenie odzieży z filtrem UV, a do tego okularów przeciwsłonecznych i nakrycia głowy. Ważne jest także, aby osoby z dużą liczbą znamion priorytetowo podchodziły do ich badania. Zazwyczaj rekomenduje się wykonywanie dermatoskopii raz w roku, ale w tego typu przypadkach lub przy obciążeniu genetycznym robi się to częściej. Musimy mieć świadomość, że jest to potencjalnie groźne, ale przy regularnych kontrolach wcale nie musi takie być.
Czy są jakieś nietypowe lokalizacje na ciele, gdzie mogą występować znamiona?
Tak, nie wszystkie miejsca, w których mamy znamiona, są oczywiste. Niebezpieczne zmiany mogą się pojawić np. w oku, czasami na paznokciach, w okolicach intymnych… Tam, gdzie niekoniecznie każdy dostrzeże je na pierwszy rzut oka. Dlatego zadaniem lekarza jest przypominanie o dokładnej obserwacji ciała. Jeśli chodzi o płytkę paznokciową, pojawiły się zalecenia, aby zabezpieczać dłonie kosmetykami z SPF przed pójściem na manikiur hybrydowy. Ma to jakiś sens: urządzenia stosowane w gabinetach nie zawsze mają niezbędne atesty, więc nie wiemy do końca, jakie promieniowanie emituje taka lampa. Ja przypominam pacjentom, że kiedy stosujemy kremy z filtrem, powinniśmy pamiętać także o uszach i karku, a nie smarować tylko twarz i dekolt. Aby zmiany nas nie zaskakiwały, dobrze jest „mapować” ciało i regularnie odwiedzać dermatologa. Tylko i aż tyle wystarczy, by zmniejszyć ryzyko zachorowania na najgroźniejsze choroby skóry.
