Opublikowany 30 stycznia komunikat Ministerstwa Zdrowia dotyczący procedur medycyny estetyczno-naprawczej wywołał duże poruszenie w branży beauty. W rzeczywistości nie jest źródłem prawa ani żadnym aktem normatywnym wprowadzającym nowe obowiązki czy zakazy. Poprosiliśmy o komentarz prawnika, który wyjaśnia, skąd wzięły się wątpliwości i co w praktyce oznacza stanowisko resortu.

adw. Krzysztof Dzięgielewski
Prawnik z doświadczeniem menedżerskim, specjalizujący się w prawie medycznym i farmaceutycznym. Zajmuje się obsługą prawną firm farmaceutycznych i medycznych oraz lekarzy i farmaceutów. Dba o zabezpieczenie prawne podmiotów leczniczych, klinik medycyny estetycznej i salonów beauty, a także chroni wizerunek lekarzy oraz wspiera proces importu wyrobów medycznych do Polski. Jest wiceprezesem Fundacji Happy Brain, która wspiera pacjentów z chorobami neurodegeneracyjnymi i promuje profilaktykę zdrowia mózgu. Prowadzi szkolenia z zakresu ochrony prawnej i zabezpieczenia biznesu dla branży medycznej i beauty, a także jest autorem licznych publikacji naukowych i opinii prawnych. https://www.kkz.com.pl/zespol/krzysztof-dziegielewski/
Komunikat Ministerstwa Zdrowia i reakcja branży
30 stycznia br. na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia opublikowano komunikat, dotyczący wykonywania procedur medycyny estetyczno-naprawczej, który wywołał szeroką dyskusję nie tylko w środowisku medycznym i okołomedycznym. Resort zdrowia jednoznacznie wskazał, że uprawnienia do realizacji tego typu świadczeń przysługują wyłącznie lekarzom. Należy jednak zauważyć, że katalog procedur objętych komunikatem budzi poważne wątpliwości, zarówno co do jego zakresu, jak i wskazanego w komunikacie uzasadnienia.
Zabiegi zastrzeżone dla lekarzy – zgoda co do zasady
Nie ulega wątpliwości, że znaczna część zabiegów z obszaru medycyny estetycznej – zwłaszcza procedury inwazyjne, iniekcyjne oraz wymagające rozległej wiedzy z zakresu anatomii, farmakologii i patofizjologii – powinna pozostawać w wyłącznej kompetencji lekarzy. W tym zakresie komunikat MZ wpisuje się w oczekiwania środowiska lekarskiego i akcentuje kwestie bezpieczeństwa pacjenta oraz odpowiedzialności zawodowej.
Sporne kryterium kwalifikowania procedur
Kontrowersje pojawiają się jednak w momencie, gdy ministerstwo przyjmuje tezę, że o przynależności danej procedury do monopolu lekarskiego decyduje fakt jej obecności w programie kształcenia lekarzy. Takie podejście trudno uznać za przekonujące, ponieważ część wskazanych tam procedur, znajduje się również w programie kształcenia innych zawodów medycznych. I choć oczywiste jest, że zabiegi z zakresu dermatologii czy procedury chirurgiczne powinny być wykonywane wyłącznie przez lekarzy, to wątpliwości budzi wskazanie w tym samym katalogu zabiegów takich jak: naświetlanie światłem szerokopasmowym, lampami LED czy peelingi, ponieważ są to procedury od lat obecne w praktyce kosmetologicznej i (przy zachowaniu właściwych standardów) uznawane za relatywnie niskiego ryzyka.
Charakter prawny komunikatu Ministerstwa Zdrowia
Przede wszystkim należy zrozumieć charakter prawny opublikowanego komunikatu. Otóż komunikat Ministerstwa Zdrowia nie jest źródłem prawa ani aktem normatywnym wprowadzającym nowe obowiązki czy zakazy. Komunikat stanowi jedynie oficjalną wykładnię resortu zdrowia na temat granicy, pomiędzy zabiegami upiększającymi a procedurami medycyny estetycznej, która to wykładnia – choć niewiążąca dla sądów czy organów administracji – może być wykorzystywana jako element argumentacji w sporach prawnych oraz przy ocenie ryzyka zawodowego.
Skutki praktyczne dla rynku i odpowiedzialności zawodowej
W praktyce klinicznej oznacza to, że komunikat nie zmienia bezpośrednio zakresu uprawnień lekarzy, ale wzmacnia pozycję medycyny estetycznej jako obszaru działalności medycznej, a nie kosmetycznej. Jednocześnie zwiększa presję na osoby bez wykształcenia medycznego, które wykonując procedury o jednoznacznie medycznym charakterze, narażają się na odpowiedzialność cywilną lub karną.
Potrzeba systemowego rozwiązania
Z perspektywy środowiska lekarskiego komunikat należy traktować jako etap przejściowy. W mojej ocenie, realnym i najbardziej racjonalnym rozwiązaniem problemu, byłoby uchwalenie przez parlament ustawy bądź nowelizacji, która kompleksowo i w sposób precyzyjny rozgraniczyłaby procedury medyczne i niemedyczne, uwzględniając stopień inwazyjności, ryzyko powikłań oraz kompetencje zawodowe.
Ustawa jako jedyna droga do stabilizacji
Tylko akt prawny w randze ustawy, (poprzedzonej szerokimi konsultacjami społecznymi) jest w stanie precyzyjnie określić zakres uprawnień poszczególnych grup zawodowych, uwzględniając zarówno bezpieczeństwo pacjentów, jak i realia rynku usług estetycznych. Dopiero takie rozwiązanie może zakończyć trwający od lat spór kompetencyjny pomiędzy lekarzami, a osobami bez wykształcenia medycznego i zapewnić stabilność prawną lekarzom zajmującym się medycyną estetyczną. Niemniej jednak, należy docenić starania Ministerstwa Zdrowia dotyczące próby uporządkowania obszaru, który przez lata funkcjonował w warunkach niejednoznaczności prawnej i rozbieżnych interpretacji.
