Deep Plane Face Lift uznawany jest dziś za najbardziej zaawansowaną technikę chirurgicznego odmładzania twarzy. Dlaczego współczesny lifting nie polega już na napinaniu skóry, lecz na pracy na głębokich strukturach anatomicznych? Dr Zofia Bochen, specjalistka chirurgii plastycznej, wyjaśnia, na czym polega metoda Deep Plane, komu jest dedykowana i dlaczego doświadczenie chirurga ma kluczowe znaczenie dla naturalnych oraz długotrwałych efektów.

lek. Zofia Bochen
Specjalista chirurgii plastycznej. Ukończyła Warszawski Uniwersytet Medyczny w 2009 roku, a podczas studiów odbywała praktyki w Helios Klinikum w Niemczech. Od początku związana z Kliniką Chirurgii Plastycznej CMKP w Warszawie, gdzie w latach 2010–2016 realizowała specjalizację pod kierownictwem dr Macieja Kulickiego. RRównolegle zdobywała wiedzę i doświadczenie w zakresie chirurgii estetycznej pod okiem dr Marka Szczyta w jego Centrum Chirurgii Plastycznej. Regularnie uczestniczy w szkoleniach i konferencjach naukowych w kraju i za granicą. Członek Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej. Na co dzień związana z kliniką DR SZCZYT CHIRURGIA PLASTYCZNA.
Już w czasie studiów była Pani związana z Kliniką Chirurgii Plastycznej Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Czy pamięta Pani moment, w którym zaczęła interesować się chirurgią twarzy?
W czasie studiów medycznych zaczęłam interesować się chirurgią plastyczną, choć sam kierunek nie dawał wówczas wielu możliwości poznania tej specjalizacji. Aby lepiej zrozumieć, na czym naprawdę polega ta specjalizacja, trafiłam do Kliniki Chirurgii Plastycznej CMKP. Początkowo chciałam po prostu zobaczyć, jak wygląda codzienna praca w takim miejscu i sprawdzić, czy jest to dziedzina dla mnie. Nie ukrywam, że to czego tam doświadczyłam, zdecydowanie wpłynęło na moją zawodową przyszłość. Oprócz chirurgii ręki, zobaczyłam operacje dotyczące twarzy: plastyki nosa, zabiegi związane z wadami podniebienia czy wargi, ale również rekonstrukcje po usunięciu nowotworów skóry twarzy. Fascynowało mnie to, że każda rekonstrukcja wymagała precyzyjnego, niemal geometrycznego zaplanowania przesunięcia skóry i tkanek w taki sposób, aby nie tylko funkcjonalnie zabezpieczyć ubytek, ale również uzyskać jak najlepszy efekt estetyczny. W chirurgii rekonstrukcyjnej nie zawsze chodzi o „piękno” w klasycznym rozumieniu, lecz przede wszystkim o to, by zmiany były jak najmniej widoczne, a pacjent mógł swobodnie i komfortowo funkcjonować na co dzień. To właśnie te operacje zrobiły na mnie największe wrażenie i utwierdziły w przekonaniu, że chirurgia plastyczna jest drogą, którą chcę podążać. To był także moment, kiedy zaczęłam znacznie szerzej zgłębiać anatomię twarzy, bo żeby wykonywać tak skomplikowane zabiegi, trzeba znać ją zdecydowanie lepiej, niż uczymy się tego na studiach. Anatomia twarzy jest z natury zlożona, podlega zmienności osobniczej i pokazuje się podczas operacji czytelnie tylko pod warunkiem umiejętnego preparowania tkanek przez chirurga. Dlatego chirurgia twarzy wymaga nie tylko wiedzy atlasowej, ale przede wszystkim doświadczenia i umiejętności interpretacji anatomii.
Chirurgia twarzy jest chyba jednym z najtrudniejszych obszarów chirurgii plastycznej?
Zdecydowanie tak, bo twarz jest obszarem, którego bardzo łatwo „nieodwracalnie dotknąć”. W przypadku nowotworów twarzy często nie chodzi wyłącznie o estetykę, ale również o funkcję: powieki, nosa czy ust. Pacjenci zgłaszają się czasami bardzo późno, kiedy zmiany są zaawansowane, tkanki ulegają zakażeniu, rozpadają się i powodują ogromny dyskomfort psychiczny. Wtedy operacja staje się ogromnym wyzwaniem. Trzeba usunąć nowotwór radykalnie, ale jednocześnie zachować funkcję i spróbować odbudować twarz tak, żeby pacjent mógł wrócić do normalnego życia. To jest bardzo ważna część pracy chirurga plastycznego, o której często się zapomina, bo wiele osób kojarzy tę specjalizację wyłącznie z upiększaniem. Ja sama po zakończeniu specjalizacji szukałam możliwości dalszej pracy przy zabiegach onkologicznych i przez jakiś czas pracowałam również na oddziale onkologii przy ul. Madalińskiego w Warszawie właśnie po to, żeby móc takie operacje nadal wykonywać.
Aż w końcu trafiła Pani do Kliniki Dr Szczyt, z którą jest Pani związana do dziś. Czy dr Marek Szczyt to szczególna postać w Pani zawodowym życiu?
Trafiłam do kliniki Dr Szczyt wcześnie, bo już po I roku szkolenia specjalizacyjnego. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jestem jego uczennicą i zawsze powtarzam, że dr Marek Szczyt jest moim mentorem. Przez wiele lat, po pracy w szpitalu, niemal każde popołudnie spędzałam w jego klinice, żeby móc obserwować operacje estetyczne i uczyć się rzeczy, których nie mogłam zobaczyć w pracy szpitalnej. Najważniejsze było chyba to, że dr Marek Szczyt nigdy nie ukrywał swojej wiedzy, doświadczenia. Mogłam pytać o każdy detal — dlaczego wykonuje dany ruch, dlaczego wybiera konkretną technikę czy jak prowadzić narzędzia, by operacja była jednocześnie precyzyjna, sprawna i bezpieczna. W chirurgii twarzy ogromne znaczenie ma znajomość anatomii i umiejętność rozpoznawania jej w polu operacyjnym, bo każdy pacjent wygląda trochę inaczej. Dziś dodatkowym utrudnieniem są też depozyty kwasu hialuronowego czy blizny po niciach liftingujących. Coraz częściej chirurdzy plastyczni zwracają uwagę na zjawisko tzw. treatment fatigue, czyli przewlekłego przeciążenia tkanek wieloletnimi procedurami estetycznymi. Powtarzalne zabiegi energetyczne, nadmierna ilość wypełniaczy czy nici liftingujące mogą prowadzić do włóknienia tkanek i utrudniać późniejsze preparowanie chirurgiczne. Dla mnie ogromnym komfortem było to, że zanim wykonałam pierwszy lifting samodzielnie, widziałam tych operacji setki. Tak naprawdę znałam każdy krok tej operacji na pamięć, dzięki temu że dr Marek Szczyt zawsze tłumaczył i pokazywał mi cały proces z niezwykłą dokładnością i cierpliwością. Z czasem pojawiła się we mnie potrzeba poszerzenia horyzontów dotyczących liftów twarzy. Zaczęłam jeździć po świecie, szkolić się także u innych chirurgów., żeby znaleźć swoją własną drogę.
Dziś Pani sama wykonuje Deep Plane Face Lift, który jest uznawany za złoty standard nowoczesnej chirurgii odmładzającej twarz. Czy można powiedzieć, że to bardziej „architektura tkanek” niż samo napinanie skóry?
Zdecydowanie tak, dziś to zupełnie inna technika. Wszystko zaczęło się od liftingów polegających wyłącznie na napinaniu skóry. Problem polegał jednak na tym, że skóra jest elastyczna, więc z czasem znowu się rozciągała, blizny się poszerzały, przez co efekt tego zabiegu był stosunkowo krótkotrwały. Później zaczęto pracować głębiej, na strukturze SMAS, czyli Superficial Musculo-Aponeurotic System — włóknisto-mięśniowej warstwie odpowiadającej za przenoszenie napięć mimicznych twarzy. To właśnie na niej współczesna chirurgia liftingująca opiera trwałość efektów odmładzających. Początkowo wykonywano jedynie fałdowanie tkanek SMAS za pomocą szwów, z czasem jednak zaczęto je częściowo uwalniać i mocniej napinać — tak powstała technika high SMAS. Deep Plane idzie jeszcze dalej, bo pracujemy głębiej i uwalniamy więzadła stabilizujące tkanki twarzy. Współczesna chirurgia twarzy opiera się dziś na rozumieniu biomechaniki starzenia, czyli procesu obejmującego nie tylko skórę, ale również głębokie przedziały tłuszczowe, więzadła retencyjne i struktury podporowe twarzy. Kluczową rolę odgrywa zrozumienie „retaining ligaments”, czyli więzadeł utrzymujących tkanki twarzy w określonych przedziałach anatomicznych. Ich kontrolowane uwolnienie pozwala nie tylko napiąć tkanki, ale rzeczywiście przemieścić je do pozycji, w której znajdowały się kilkanaście lat wcześniej. To właśnie daje bardziej naturalny efekt: bez sztucznego rozciągnięcia czy spłaszczenia twarzy. Możemy przywrócić objętość w okolicy policzków i okolicy jarzmowej, poprawić linię żuchwy, zlikwidować „chomiki” czy bruzdy marionetki bez efektu maski.
Jak wygląda taki zabieg od strony chirurgicznej? Na czym polega praca na głębokich strukturach twarzy?
To operacja wymagająca ogromnej wiedzy anatomicznej i dużej wprawy technicznej, bo pracujemy zdecydowanie bliżej gałązek nerwu twarzowego. Kluczowe jest uwolnienie więzadeł, które łączą głębokie struktury twarzy ze skórą. Dzięki temu możemy całe tkanki przemieścić i umocować w nowej pozycji, zamiast tylko je naciągać. To operacja bardzo precyzyjna i nie ukrywam, także psychicznie obciążająca. Sama technika wymaga ogromnego skupienia. Jeżeli wykonuję pełny Deep Plane z dodatkowymi procedurami — plastyką szyi, powiek, liftingiem skroniowym czy przeszczepem tkanki tłuszczowej — trwa to około pięciu godzin.
Coraz częściej mówi się o efekcie „no-trace face”, czyli twarzy, która wygląda młodo, ale nieoperacyjnie. Jak osiąga się taki efekt?
Naturalność jest dziś absolutnie kluczowa. Pacjentka ma wyglądać jak młodsza wersja siebie, a nie jak osoba „po operacji”. Współczesna chirurgia estetyczna odchodzi od koncepcji „operacyjnej twarzy” na rzecz tzw. undetectable aesthetics: efektu niewidocznej interwencji chirurgicznej, w której zachowana zostaje indywidualna mimika i ekspresja twarzy. W Deep Plane ciężar liftingu utrzymują głębokie struktury, a skóra zamykana jest praktycznie bez napięcia. Dzięki temu blizna pozostaje linijna i ukrywa się bez problemu w naturalnych bruzdach skóry.
W jakim wieku pacjenci najczęściej decydują się na Deep Plane Face Lift? Muszę o to zapytać, ale odnoszę wrażenie, że robią go coraz młodsze osoby…
Granica wieku rzeczywiście się przesuwa, ale osobiście jestem przeciwniczką wykonywania tego zabiegu u bardzo młodych osób bez wyraźnej wiotkości skóry i tkanek. Są chirurdzy wykonujący tego typu operacje nawet u bardzo młodych pacjentek w celu zmiany rysów twarzy — podniesienia policzków czy zmiany okolicy oka. Ja mam wobec tego duże wątpliwości i zastanawiam się, jak te twarze będą wyglądały za 20–30 lat. Najmłodsza pacjentka, którą zakwalifikowałam do liftingu miała 40 lat, ale zrobiłam to z konkretnych powodów. Była po leczeniu raka piersi i terapii hormonalnej, co bardzo przyspieszyło proces starzenia twarzy. W takiej sytuacji dochodzi do niedoborów estrogenowych, które mają ogromny wpływ na degradację kolagenu, gęstość skóry oraz utratę objętości tkanek podporowych twarzy. To jest więc sytuacja, w której Deep Plane Lift ma znaczenie nie tylko estetyczne, ale potrafi poprawić komfort i jakość życia. Coraz częściej problem „opadniętej skóry” pojawia się też po gwałtownym odchudzaniu, m.in. w wyniku stosowania leków z grupy agonistów GLP-1, takich jak Ozempic czy Mounjaro. Gwałtowna utrata masy ciała prowadzi bowiem nie tylko do redukcji tkanki tłuszczowej na tułowiu, ale również do utraty głębokich przedziałów tłuszczowych twarzy odpowiadających za jej młody kontur.
Jak wygląda rekonwalescencja po takim zabiegu?
Wbrew pozorom większość pacjentek nie zgłasza silnego bólu. To raczej duży dyskomfort związany z obrzękiem, napięciem tkanek i ograniczoną mimiką twarzy. Przez pierwszy tydzień zalecamy ograniczenie mimiki i dietę miękką lub płynną. Początkowo twarz jest bardzo obrzęknięta, mogą pojawić się zasinienia i pacjentki często same siebie nie poznają. Do bardziej reprezentacyjnego życia większość wraca po około miesiącu. Proces gojenia obejmuje długotrwałą przebudowę kolagenu, reorganizację naczyń limfatycznych i regenerację zakończeń nerwowych, dlatego ostateczny efekt chirurgiczny oceniamy zwykle po 6 miesiącach. Po około pół roku pacjentki mówią już zwykle, że twarz „jest ich” i przestają czuć, że były operowane.
A jakie są dziś największe mity związane z liftingiem twarzy?
Pacjenci boją się widocznych blizn i zmiany rysów twarzy. Tymczasem współczesne techniki wyglądają zupełnie inaczej niż kiedyś. W Deep Plane cała siła utrzymująca tkanki znajduje się głęboko, na SMAS-ie, dzięki czemu skóra zamykana jest bez napięcia. To pozwala uzyskać bardzo cienkie, praktycznie niewidoczne blizny. Często większym problemem okazują się wcześniejsze, nadmierne zabiegi medycyny estetycznej: duże ilości kwasu hialuronowego, nici czy wielokrotne zabiegi z użyciem urządzeń wysokoenergetycznych. One zmieniają tkanki i utrudniają późniejszą operację. Z drugiej strony dobrze prowadzona medycyna estetyczna może świetnie przygotować pacjenta do liftingu i pomóc utrzymać efekty operacji przez dłuższy czas. Chirurgia estetyczna coraz częściej staje się dziś elementem terapii wielodyscyplinarnej — łączącej chirurgię, dermatologię, medycynę regeneracyjną, fizjoterapię i świadomą profilaktykę anti-aging.
Serdecznie dziękuję za rozmowę.
