Za marką Beautyeurope.eu stoją Izabela i Filip Skrzypcowie. Od początku istnienia firmy konsekwentnie poszerzają portfolio produktów dla medycyny estetycznej oraz inwestują w edukację specjalistów. Najnowszym produktem w ofercie jest MEC Regenerate®, czyli biostymulator nowej generacji, który wspiera regenerację skóry bez wywoływania stanu zapalnego.
Wasza firma Beauty-europe.eu działa na bardzo dynamicznym rynku. Jak dziś widzicie swoją pozycję w branży medycyny estetycznej i kosmetologii?
Filip Skrzypiec: Dynamika, innowacyjność, ekspresja, edukacja oraz opieka nad klientem – to zdecydowanie my. Myślę, że jesteśmy postrzegani jako firma, która zaskakuje swoich klientów – mam nadzieję, że pozytywnie. Pracując przez prawie 12 lat w firmie farmaceutycznej, poznałem wiele procesów, regulacji, strategii promocji, zdobyłem „głęboką” wiedzę o produkcie. Z pewnych mechanizmów warto było skorzystać, a niektóre stanowczo odrzucić dla jeszcze sprawniejszego funkcjonowania biznesu, jaki zakładałem. Wytworzył się pewien zarys wartości powiązanych z moją osobowością, który mógł stanowić podstawę do wejścia na rynek, którego nie znałem. Wiedziałem jedynie, że jest to rynek wyrobów medycznych, i to był najważniejszy drogowskaz. Inne prawo, inne możliwości. To budziło moją ekscytację i powodowało, że widziałem tylko „błękitne oceany” dla nowego biznesu.
Wyobraź sobie, że pracujesz w mocno usystematyzowanym środowisku, a przechodzisz do dość sporego bałaganu. Od razu widzisz multum możliwości, które dają podstawy do stworzenia dobrej, długoterminowej strategii, bo przecież „nie od razu Rzym zbudowano”. Te błękitne oceany nie zawsze muszą oznaczać od razu posiadania bezkonkurencyjnego produktu – na początku nie masz szansy go pozyskać do dystrybucji, bo żaden producent cię nie zna. Dlatego pierwszy etap budowania firmy postanowiłem oprzeć na dwóch filarach – były nimi jakość i edukacja. Ta strategia okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie byliśmy na rynku sami w zakresie określonych produktów, ale odnaleźliśmy przewagi, na których warto się skoncentrować, aby się wyróżnić. Zdecydowanie zwróciliśmy na siebie uwagę i o to chodziło. Organizowaliśmy wiele szkoleń i spotkań dla klientów, zapraszaliśmy ich na ciekawe webinary, ruszyliśmy z Rising Stars in Aesthetic Trainings, programem dla młodych trenerów, aby edukować jak najszerzej i zapoznać lekarzy z nowym produktem. Cel numer jeden został zrealizowany.
Jakość i edukacja to potężne filary, które są dobrą trampoliną do wprowadzania na rynek produktów innowacyjnych – takich, których tam jeszcze nie ma. Brzmi idealnie, ale jak to zrobić, jak wybrać spośród „miliona ofert” to, co da ci szansę rozwoju biznesu? W sumie nigdy nie masz pewności, ale kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Z pomocą przyszły nam wyobraźnia, orientacja oraz kontakty, które przez lata budowaliśmy.
Co oznaczał dla mnie produkt idealny? Skuteczny, bezpieczny i długo działający. To w mojej ocenie był wyrób, który mógł spełnić oczekiwania pacjentów, a co za tym idzie – klinik. Od 2021 roku zdecydowanie rozwinęliśmy rynek kwasu polimlekowego. Mieliśmy realny wpływ na rozwój tego produktu i jego rosnącą popularność. Nowoczesna cząsteczka dała nam przewagę nad konkurencją i szansę zbudowania kolejnego filaru firmy – w zakresie innowacyjności produktowej. Jednak w dalszym ciągu czegoś mi brakowało – to coś odnalazłem w MEC Regenerate®. Zmieniające się prawo dotyczące wyrobów medycznych i regulacje w zakresie ich promowania przypomniało mi środowisko, w którym już pracowałem. Nie ukrywam, że bardzo mi to odpowiada, bo większa kontrola nad tym, co proponują producenci, to zdecydowanie coś, czego na rynku brakuje. Trudniejsza do osiągnięcia certyfikacja MDR zmusza producentów do postawienia na bezpieczeństwo oraz jasne, przebadane, udowadniające skuteczność i bezpieczeństwo produktu protokoły. „Wolna amerykanka” potrwa jeszcze do końca 2027 roku, ale my jesteśmy pierwszymi na rynku, którzy zaproponują coś, co -stanie się faktem i obowiązkiem w przyszłości. Czyż to nie jest prawdziwa innowacyjność? Ale o tym trochę później. W dość krótkiej historii Beautyeurope.eu – firma jest stosunkowo młoda, istnieje od 2020 roku – udało nam się zbudować wszystkie filary dla dalszego rozwoju biznesu. Myślę, że czas naszej firmy dopiero nadchodzi.
Jakie trendy produktowe obserwujesz obecnie w Europie i które z nich mają największy potencjał wzrostu?
Na pewno będzie się rozwijać trend naturalności. Ludzie chcą wyglądać młodziej, ale nie chcą wyglądać inaczej, jak nie oni. Coraz mniej stosuje się kwasu hialuronowego, a wielkie, nabrzmiałe twarze to coś, co będzie znikać. Piękna, świeża, zadbana skóra, wypoczęta twarz z naturalnie podkreślonymi konturami nadadzą kurs nowoczesnej biostymulacji i całej medycynie estetycznej. Myślę, że trend zdrowego stylu życia w połączeniu z medycyną estetyczną wyznaczy tej dziedzinie prawdziwy kierunek – najbliższy mojemu sercu i poczuciu estetyki. Jako prawie zawodowy tancerz widziałem pięknych, zadbanych, wysportowanych kobiety i mężczyzn. Delikatność podkreślana profesjonalnym makijażem jest mi najbliższa, tak sobie medycynę estetyczną wyobrażam. Nie widziałem tańczących ust czy przepełnionych twarzy – i tak to zapamiętałem. Zwrot w kierunku naturalnych metod, dbałości o jakość skóry, wyważonej stymulacji przywracającej młodość, bez nadawania nadmiernej objętości. Napięcie, gęstość, ale również właściwy koloryt skóry to będzie coś, co będzie przeważało w wyborach pacjentów. Z pewnością na ulicach będziemy spotykać mniej ofiar medycyny estetycznej, a częściej widywać dbałość o jakość, lekkość i wdzięk. W moim odczuciu łączone protokoły inteligentnych, bezpiecznych biostymulatorów w połączeniu z terapiami laserowymi to coś, co będzie przeważało w kolejnych latach. Oczywiście w każdym europejskim kraju podejście do medycyny estetycznej jest inne. W niektórych dominują jeszcze wypełnienia, ale Polska zdecydowanie przewodzi nowoczesnym trendom. Coraz częściej pacjenci mówią mi, że słyszą od koleżanek, jak pięknie, zdrowo i młodo wyglądają. Nie słyszą już: „O, widzę, że zrobiłaś sobie poliki”. Medycyna estetyczna staje się częścią całościowej zmiany stylu życia.
Jak dobieracie produkty do portfolio? Jakie warunki musi spełnić preparat lub urządzenie, aby trafiło do Waszej oferty?
Zawsze chciałem, aby nasze portfolio zabezpieczało naszych klientów na każdym poziomie regeneracji. Naszym pierwszym wyborem były systemy do pozyskiwania osocza i fibryny bogatopłytkowej, a obecnie poszerzyliśmy je o egzosomy. Zabiegi autologiczne doskonale wpisują się w naturalność i biozgodność. Oczywiście mają swoje ograniczenia, ale warto podążać w tym kierunku, bo na pewnym etapie przygody z medycyną estetyczną w zupełności wystarczą, aby zachować zdrową, młodą skórę. Idąc dalej tą ścieżką, koncentrujemy się na stymulatorach kolagenu. Wprowadzając w 2021 roku unowocześnioną cząsteczkę, w dużej mierze dokonaliśmy rewolucji na rynku kwasu polimlekowego. W znacznym stopniu go ujarzmiliśmy i przyczyniliśmy się do jego popularyzacji. Jednak tu też zauważyliśmy pewne ograniczenia. Najsilniejsze stymulatory kolagenu działają w mechanizmie wywoływania stanu zapalnego. Niejako zmuszamy organizm do walki, która czasami różnie może się skończyć. Dziś otwieramy nowy rozdział inteligentnej, kaskadowej stymulacji opartej o sygnał biomimetyczny działający wprost na aktywację fibroblastów, z pominięciem stanu zapalnego. To absolutnie wyjątkowe podejście znakomicie wpisujące się w trendy światowe. Jak widać, naturalność w biostymulacji, bioregeneracji to nasz kierunek. Uzupełniamy go o nowe technologie, małymi krokami wchodzimy w rynek sprzętowy. W naszej ofercie można znaleźć jedyne na świecie urządzenia oparte o bezigłowe dostarczanie produktów. Mirajet to absolutny „game changer” w tej kategorii – technologia laserowo indukowanego mikrostrumienia (laser Er:YAG) pozwala na precyzyjną kontrolę głębokości i ilości wstrzykiwanej substancji. Urządzenie osiąga dużą prędkość wstrzykiwania i może dostarczać lek do górnej warstwy skóry właściwej, bez wykonywania iniekcji. Mirajet powoduje minimalne uszkodzenia naskórka, co przekłada się na krótszy czas rekonwalescencji i mniej widoczne skutki uboczne, takie jak siniaki i rumień. Produkty w naszym portfolio są unikalne, poparte badaniami, o wysokim profilu bezpieczeństwa i zdecydowanie wpisują sie w oczekiwania rynku. W kolejnych latach będziemy podążać tą drogą. Mam w głowie mnóstwo dobrze przemyślanych projektów, na minimum 10 lat do przodu. Na pewno będzie ciekawie, a to, co planuję, jeszcze nie raz wszystkich zaskoczy.

À propos najnowszych projektów: stymulator MEC Regenerate® właśnie wchodzi na europejski rynek. Czym wyróżnia się ten produkt na tle konkurencji? Jak dokładnie działa i do jakich wskazań jest rekomendowany?
MEC Regenerate® przede wszystkim zmienia mechanizm stymulacji. Ten system do regeneracji macierzy pozakomórkowej (ang. extracellular matrix) to odejście od stymulacji zapalnej. Produkt wyznacza nowy kierunek – stymulacji sygnałowej. Jednym ze składników produktu, który działa natychmiast po podskórnym wprowadzeniu za pomocą kaniuli, jest pojedynczy łańcuch kolagenu typu 1 Alfa One – z jedwabnika japońskiego, w 99,9% zgodny z ludzkim. Warto podkreślić, że Japończycy uzyskali już 60 powtarzalnych populacji, czego nie można spodziewać się po powszechnie występujących kolagenach pochodzących od zwierząt morskich czy lądowych. Produkt nie zawiera całej potrójnej helisy kolagenu, która musi zostać rozłożona w procesie zapalnym, a jedynie pojedynczy łańcuch. Alfa jest ligantem, sygnałem dla receptorów znajdujących się na fibroblastach działającym wprost – pomijamy dzięki temu proces zapalny. Ta technologia inżynierii genetycznej jest kluczem do zamka, który w naturalny sposób aktywuje przemiany sygnałowe w fibroblastach, czego skutkiem jest ekspresja genu COL1A1, wytwarzającego kolagen i elastynę. Technologię tę możemy porównać do sygnalizacji przez czynniki wzrostu zawarte w płytkach krwi, jednak najistotniejsze jest to, co dzieje się dalej, czyli „magia” wsparcia dla sygnału biomimetycznego. Aminokwasy proelastynowe zawarte w MEC Regenerate® to paliwo dla fibroblastów oraz bloczki budulcowe dla elastyny. Wzmacniają procesy sygnalizacji komórkowej do produkcji kolagenu i elastyny, a jednocześnie regenerują już istniejące włókna elastynowe. Jednak najbardziej zdumiewa mnie coś, z czym wcześniej się nie spotkałem. MEC Regenerate® to preparat działający długotrwale. Tę długotrwałość zapewnia farmaceutyczna, wodna postać PCL, czyli polikaprolaktonu. Z praktyki wiem, że jest to substancja należąca do najsilniejszych stymulatorów kolagenu, i początkowo budziła moje obawy. Jednak producent wytłumaczył mi różnice, które są podstawą dla właściwego zrozumienia produktu. PCL w MEC Regenerate® jest wodnym roztworem, a nie proszkiem zawieszonym w nośniku (np. w karboksymetylocelulozie, CMC), który po jego rozkładzie pozostaje i który nierównomiernie rozłożony pod skórą wywołuje często niekontrolowane reakcje zapalne nasilone niejednakowo w tkankach. Roztwór wodny daje przede wszystkim bezpieczeństwo, ale też idealnie synchronizuje się z pozostałymi składnikami, wydłużając ich działanie, a jednocześnie długotrwale, delikatnie, w sposób wyważony stymuluje fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny. Całość spina -karboksymetyloceluloza (CMC), która jest nośnikiem dla pozostałych składników, ułatwia dostarczanie produktu pod skórę oraz czasowo wpływa na uniesienie i napięcie tkanek, dzięki czemu efekt, do którego dążymy, możemy zaobserwować zaraz po aplikacji.
Jednak to, co dla mnie jest najistotniejsze, to potwierdzone skuteczność i bezpieczeństwo. Zawsze brakowało mi badań klinicznych na nowym produkcie. Zmiana prawa i przejście na bardziej rygorystyczne zasady, jakie wyznacza MDR, daje nam, użytkownikom, większą pewność, że to, z czego korzystamy, jest bezpieczne. Po raz pierwszy zobaczyłem w obrazie histologicznym, jak zmienia się macierz pozakomórkowa po aplikacji preparatu. Z inicjatywy Beauty-europe.eu lekarze z Polski (11 klinik) oraz Wielkiej Brytanii (1 klinika) biorą udział w ewaluacji klinicznej, czyli testowaniu produktu jeszcze przed jego oficjalnym wprowadzeniem, którą patronatem objęła profesor Wioletta Barańska-Rybak. Pani Profesor wraz z innymi lekarzami będzie mogła podsumować efekty tych prac podczas konferencji Agora w Mediolanie w październiku 2026 roku. Grupa lekarzy z Polski, Wielkiej Brytanii oraz Niemiec – w tych krajach jesteśmy dystrybutorem MEC Regenerate® – będzie oficjalnie prezentować wyniki swoich obserwacji. Myślę, że to dość innowacyjne podejście do sposobu wprowadzania produktu na rynek.
Pierwsze zabiegi wykonano już na 103 -pacjentach, a w cała ewaluacja na czterech rynkach (polskim, brytyjskim, niemieckim i jeszcze włoskim) obejmie ponad 200 pacjentów. Do tej pory nie stwierdzono działań niepożądanych, a pacjenci są zachwyceni rezultatami. Doceniają szybkość i bezbolesność zabiegu (procedura nie wymaga wcześniejszego znieczulania) oraz zmieniającą się jakość skóry w czasie. To naprawdę napawa optymizmem. Cieszę się, że nareszcie znalazłem preparat, który łączy nowoczesne trendy z udokumentowaną skutecznością i bezpieczeństwem.
Produkt MEC Regenerate® przeznaczony jest do regeneracji macierzy pozakomórkowej w środkowej i -dolnej części twarzy. Rekomendowane jest podawanie produktu kaniulą o grubości 22 G x 57 mm (zawarta w opakowaniu), po 0,9 ml na stronę. Protokół zabiegowy jest prosty i jasny: T1 – iniekcja numer 1; T2 – iniekcja numer 2 po 60 dniach; T3 – iniekcja numer trzy, jeśli potrzeba, po 6 miesiącach. Po sesji startowej zabieg można wykonywać dwa razy do roku – jest to związane z aktywnością fibroblastów, co zostało udowodnione w badaniu histologicznym.
Jak wygląda proces wprowadzania nowego produktu na tak konkurencyjny rynek? Jakie największe wyzwania się z tym wiążą?
Zrób coś, czego nie robiłeś do tej pory, a przykujesz uwagę odbiorcy. To prosta strategia, lecz nie każdy potrafi tak zaryzykować. Dzisiaj czekamy na finalny dokument o nadaniu CE przez jednostkę notyfikowaną, a mnóstwo klientów już chce kupić MEC Regenerate®. Po raz pierwszy w swojej skromnej działalności postanowiłem wypromować produkt, którego jeszcze nie ma. Oczywiście Ameryki nie odkryłem, bo w tym modelu działa na przykład rynek aut markowych, ale dla młodej firmy to wyzwanie. Z drugiej strony, jak się ma świetny zespół, to wcale nie jest to takie trudne. Obecnie prowadzimy działalność informacyjno-edukacyjną przed, a nie w trakcie. Nasi odbiorcy zaczynają rozumieć ten produkt, jego mechanizm działania i przewidywalne efekty. Za chwilę wejdziemy w kolejną fazę: od teorii przejdziemy do pokazywania efektów zabiegowych, które są imponujące już po jednym podaniu. To będzie prawdziwe przyspieszenie. Myślę, że jednym z większych wyzwań będzie zrozumienie przez lekarzy, na czym polega mechanizm działania produktu i w jaką erę wchodzą zabiegi biostymulujące.
Nie jest to pierwszy innowacyjny produkt, jaki wprowadzamy na rynek, i myślę, że jesteśmy dobrze przygotowani. To będzie bardzo dynamiczna promocja, a produkt będzie dostępny zarówno bezpośrednio u naszych przedstawicieli, jak i w naszej aplikacji, którą stworzyliśmy dla wygody naszych klientów jako jedna z pierwszych firm w tej branży.
Czym, na tle Europy i świata, wyróżnia się polski rynek medycyny estetycznej? Jakie możliwości stwarza dla nowych produktów, takich jak MEC Regenerate®?
Polska staje się krajem referencyjnym dla Europy. Uważam, że stać nas na organizację „polskiego IMCAS”. Nasz kraj bardzo szybko się rozwija i wkracza na wysoki poziom dzięki ciężkiej pracy dystrybutorów. Od zawsze dystrybutorzy zmieniali i rozwijali rynek medycyny estetycznej. W Polsce bardzo dobrze ukształtowany jest rynek promocji przez przedstawicieli medycznych prowadzących skuteczną kampanię informacyjną. Nie we wszystkich krajach Europy tak to wygląda. W Wielkiej Brytanii na przykład w dalszym ciągu panuje otwarta promocja internetowa wyrobów medycznych. W Polsce, dzięki zmianie prawa, rynek w znacznej mierze skoncentrował się na edukacji i relacjach, a nie na prześciganiu się w otwartej medialnej przepychance. Uważam, że pewne zmiany idą w dobrym kierunku. Gdy tylko lekarze i kosmetolodzy zaczną ze sobą otwarcie współpracować, tak jak to robią w klinikach, znikną „dwie rzeczywistości” i będziemy żyć w jednym świecie idealnym. (śmiech)
Specyfiką polskiego rynku można nazwać stan świadomości pacjentów. Przygodę z medycyną estetyczną zaczynałem w 2015 roku i widziałem same „glonojady”, czyli ofiary medycyny estetycznej, a dzisiaj obserwuję zadbanie, wdzięk i styl. Dominuje młodość, zdrowie i klasa. To mi się podoba i cieszę się, że będziemy promować preparat, który idealnie wpisuje się w ten trend oraz – co ważne – posiada niesłychanie wysoki profil bezpieczeństwa.
Jak przekonać lekarzy i specjalistów do wdrożenia nowego produktu w gabinetach i utrzymać potem tę współpracę?
Praca z lekarzami przy MEC Regenerate® jest wyjątkowa. Nigdy nie sądziłem, że tak chętnie przystąpią do ewaluacji klinicznej – jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Warto w tym miejscu zauważyć, że jest to chyba jedyny produkt na świecie, który lekarze testują jeszcze przed wprowadzeniem na rynek. To z naszej strony dość ryzykowna gra, ale gdy widzę, jaką wiarę w swój produkt ma producent, jest to dla mnie budujące. Dla nas najważniejsze jest przekonanie lekarza, że produkt jest bezpieczny i skuteczny. Każdy chce spać spokojnie, a pacjent chce widzieć efekty. Patrząc na liczbę badań klinicznych i histologię, jestem pewien, że mamy potężny oręż do edukacji naszych klientów. Myślę, że zaczynają oni rozumieć, na czym polega działanie produktu, a zaraz zobaczą także efekty od swoich kolegów lekarzy, którzy biorą udział w ewaluacji klinicznej. W promocji medycyna oparta na faktach zawsze się sprawdza najlepiej i tego będziemy się trzymać w najbliższych latach. Rynek medycyny estetycznej to rynek nowości, a MEC Regenerate® to nie tylko nowość, ale też samotny biały żagiel na wielkim błękitnym ocenie stymulacji biomimetycznej wprost – stymulacji, która pomija stan zapalny. To jest absolutnie innowacyjne, nowoczesne podejście do medycyny estetycznej. Otwieramy nim nowy rozdział, a lekarze z wielką chęcią i entuzjazmem przyjmują pierwsze doniesienia.
Które z oferowanych przez Was produktów – poza Waszą nowością, MEC Regenerate® – cieszą się obecnie największym zainteresowaniem i dlaczego?
Mirajet – system dostarczania produktów metodą bezigłową – to bez wątpienia kolejna perełka w naszym portfolio. Obserwowałem rozwój tej technologii przez ponad dwa lata i dopiero wtedy zdecydowałem się na ściągnięcie jej do Polski. Doskonałe rezultaty w 9 badaniach klinicznych oraz opinie ekspertów z Polski – m.in. dr. n. med. Marcina Ambroziaka, dr Elżbiety Zielińskiej z Ostrołęki czy dr Małgorzaty Ornatowskiej-Kapery, właścicielki krakowskiej kliniki Bona Dea – i największych koreańskich klinik dały mi pewność, że mamy prawdziwy światowy hit. Klasyczna mezoterapia odchodzi do lamusa.
Wart uwagi jest również unikatowy system do pozyskiwania autologicznych egzosomów. To naturalne przedłużenie naszego portfolio produktów autologicznych produkowanych pod własną marką, których dystrybucję chcemy zglobalizować. Staramy się być aktywni nie tylko w Europie.
Jakie są plany rozwoju Beautyeurope.eu – zarówno pod kątem produktów, jak i nowych rynków?
Gdy tylko produkt MEC Regenerate® otrzyma certyfikację MDR, otwieramy rekrutację na kolejne dwa stanowiska dla przedstawicieli medycznych – na regiony południowo-zachodniej Polski oraz Warszawy– Wschód. W kolejnym kroku planuję znaleźć osobę, która będzie wspierała marketing oraz koordynowała aktywności promocyjne w różnych krajach. Jesteśmy obecni w Polsce, Wielkiej Brytanii i, co warto podkreślić, wchodzimy na nowy rynek – niemiecki. Będziemy też wspierać naszych partnerów z Włoch w rozwoju dystrybucji MEC Regenerate® w całej Europie i tam, gdzie już prowadzimy rozmowy. Zaraz po uzyskaniu MDR otwieramy również nabór do kolejnej ewaluacji klinicznej dla nowego produktu MEC zaprojektowanego z myślą o okolicy oka oraz – osobno – dla produktu na ciało, czyli obszar szyi, dekoltu i grzbietowej części dłoni. Będziemy mieli pełne ręce roboty, co bardzo mnie cieszy. Najbliższe lata zapowiadają się bardzo ekscytująco i pracowicie. Czas Beautyeurope.eu dopiero nadchodzi.

Beautyeurope.eu to firma, którą tworzycie z Filipem jako małżeństwo. Jak wygląda Wasza codzienna współpraca na styku życia prywatnego i zawodowego?
Izabela Skrzypiec: To dość proste – w naszym kodeksie obowiązuje zakaz rozmów o pracy po pracy. Trzymamy się tego od lat, choć przyznaję, że podczas długich zimowych spacerów klimat sprzyja pewnym dyskusjom, a raczej refleksjom nad tym, co nas spotyka za dnia. Każdy ma swoje obowiązki. Filip wyznacza kierunki, a ja skrupulatnie wszystkiego pilnuję w obszarze logistyki produktowej czy administracji. Wszystko musi być na tip top. Wspieramy się w każdym obszarze, współpracując bezpośrednio lub międzydziałowo. Jasno wytyczone cele i zadania rzadko powodują konflikt. To właściwie systematyzuje pracę. Gdy każdy wie, za co dokładnie odpowiada, to jest to proste, ale my chyba w ogóle tacy jesteśmy. Nie osaczamy się nawzajem. Lubimy pracować i żyć w swoich przestrzeniach, a synchronizować się w obszarach wspólnych. To zwiększa naszą efektywność. Ten naturalny podział usposobienia porządkuje i pracę, i życie. Fundamentalną zasadą pozostaje jednak zostawianie pracy w pracy. Oczywiście, nie da się odciąć mózgu w 100%, szczególnie gdy jesteś właścicielem, ale staramy się tego nie werbalizować, tylko przenosić na kartki – plany zadań do wykonania w przyszłości.
Czy łatwo jest oddzielić emocje od decyzji biznesowych, gdy pracuje się razem jako małżeństwo?
Nie kojarzę sytuacji, w której emocje między mną a Filipem generowałyby jakieś biznesowe decyzje lub blokowały ich podejmowanie. Aż dziwnie to przyznać, ale my kłócimy się średnio… raz na rok, a nawet wtedy trudno to nazwać kłótnią – to raczej szybka wymiana ciosów. Z wiekiem coraz łatwiej i szybciej, nawet po takiej ostrej wymianie zdań, przechodzimy do normalności. Chyba szkoda życia na negatywne emocje. Filip lubi wyzwania i związane z tym emocje i trudności. Ja samodzielnie nigdy bym się za taki biznes nie zabrała. Mam naturę osoby skrupulatnie wykonującej zadania. W firmie koledzy nazywają mnie „Pani Karteczka”, bo wszystko notuję, aby niczego nie przeoczyć. My od samego początku naszego związku wiedzieliśmy, do czego każdy z nas jest powołany. Nigdy nie rywalizowaliśmy ze sobą i nie chcieliśmy konkurować w tych samych obszarach. Zawsze każde robiło swoje, najlepiej jak potrafi – i to wydaje się kluczem do sukcesu. W ten sposób każdy może wspierać zadania drugiej osoby, a nie rywalizować z nią w ich wykonywaniu.
Beautyeurope.eu ma charakter rodzinnego biznesu. Co to oznacza w praktyce?
Tę „rodzinność” widać tylko wtedy, kiedy mąż wyjeżdża, bo nie ma go w domu po szesnastej. My funkcjonujemy raczej jak dobry zespół niż jak rodzina, która wnosi jakieś rodzinne obciążenia do pracy. Dla nas praca to zadania wykonywane w pracy, a czas po szesnastej to życie wypełnione rodzinnymi obowiązkami i przyjemnościami. Tak było od zawsze. Chociaż ostatnio „rodzinność” bardzo się nam przydała w pracy… Mamy dwóch synów: Nikodema (22 lata) i Huberta (18 lat). Niko studiuje medycynę (kończy 3. rok), a Hubert planuje w tym roku, po maturze, pójść w ślady brata. Niko dostał od ojca pierwsze zlecenie: przygotowanie prezentacji na oficjalny launch MEC Regenerate™ w Wielkiej Brytanii. Świetnie sobie poradził – jego prezentacja przyczyniła się do szerokiej edukacji przedstawicieli i – oczywiście – była bazą wykładową dla lekarza prowadzącego. Wiem, że mąż kocha medycynę, ale od zawsze chciał mieć w firmie product managera. Dość długo musiał na to czekać, ale teraz może już śmiało delegować kolejne zadania członkom rodziny zgodnie z ich umiejętnościami. Chyba będzie więcej Skrzypców w Beautyeurope.eu…
Jakie wartości stoją za funkcjonowaniem Waszego biznesu? Czym Wasze podejście różni się od typowo korporacyjnego?
Mąż pracował 12 lat w korporacji. Widział wiele dobrego, ale też wiele rzeczy, które chciał zmienić. Z jednej strony jasny podział zadań, charakterystyczny dla podejścia korporacyjnego, ułatwia nam codzienną pracę, ale z drugiej strony bardzo ważne jest zaangażowanie, dające siłę kreacji. Tutaj nikt nikomu nie patrzy na ręce. To ludzie tworzą tę firmę i chcielibyśmy, aby byli pełni pasji i zaangażowania. „Aby chciało się chcieć”– to dobre określenie naszego kierunku poszukiwań i filozofii firmy. Jeśli mamy co zmieniać, poprawiać i doskonalić, to czujemy, że mamy na coś wpływ. Dlatego staramy się, aby każdy pracownik miał wpływ na środowisko, w którym pracuje. To oni je tworzą. My dajemy wytyczne, a jeżeli pracownik ma ambicję, pokorę i chęci do działania, to w -zupełności wystarczy, aby zbudować dobre filary. My absolutnie nie akceptujemy marudzenia, rzucania kłód pod nogi, manipulacji. Mąż zawsze mówi, że biznes jest prosty, tylko ludzie, zupełnie tak jak w życiu, sami go komplikują. Zdecydowanie stawiamy na patrzenie w przód, bo przeszłość można tylko przeanalizować, aby wyciągnąć wnioski do dobrego marszu przed siebie.
W BE odpowiadasz m.in. za logistykę i organizację. Jak wygląda zaplecze operacyjne firmy działającej na rynku międzynarodowym?
W początkowej fazie rozkręcania firmy wszystko robisz samodzielnie, ale to cudowne, bo zbierasz doświadczenie. Kiedy zaczynaliśmy, obsługiwaliśmy tylko rynek polski, więc podstawę stanowiła znajomość i obsługa systemów wysyłkowych. To było największe pole doświadczalne. Z czasem doczekaliśmy się pracownika, więc wiedzę można było przekazać, a zadania rozdzielić. Oczywiście Filip jest ciekawy innych rynków i nie chce się „nudzić” obecnością tylko na jednym, więc zaczął rozwijać firmę w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Z czasem usłyszały o nas inne kraje europejskie, a my, chcąc nie chcąc, musieliśmy opanować transport zagraniczny. Dzisiaj w logistyce pracują trzy osoby. Aby zapewnić płynność wszystkich procesów, w ostatnim czasie moja rola logistyczno-organizacyjna przesunęła się w kierunku kontroli i rozliczeń. Jako firma stawiamy na uniwersalność i wymienność stanowisk. W logistyce każdy musi znać obowiązki i sposoby realizacji zadań innych osób. To bardzo ułatwia zarządzanie czasem pracy.
Jakie są największe wyzwania logistyczne w dystrybucji preparatów i urządzeń do medycyny estetycznej?
Obecnie to zabezpieczenie dostaw. Dywersyfikujemy nasze portfolio pod tym kątem. Niestety świat bardzo się w ostatnich latach zmienia, a my nie możemy pozostać w tyle. Zdecydowanie stawiamy na Europę.
Jak radzicie sobie z rosnącą skalą działalności? Trudno Wam zachować rodzinny charakter firmy?
Nie, nasz model się sprawdza. Jesteśmy na etapie, na którym wiemy, że samemu nie da się zrobić wszystkiego, a choć delegowanie zadań i znajdowanie właściwych osób do współpracy to wyzwanie, to też zdecydowanie najlepszy kierunek. W sumie chyba sami nie do końca rozumiemy pojęcia „rodzinny charakter firmy”. Ktoś tę firmę musiał wymyślić, mieć pierwszego pracownika. Zaczęliśmy w duecie, ale to chyba byłoby na tyle, jeśli chodzi o „rodzinność”.
Jak wygląda podział obowiązków między Wami? Czy od początku był jasno określony?
Istniał od samego początku. Fakturowanie, wysyłki, logistyka magazynowa, rozliczanie przedstawicieli oraz wiele innych administracyjno-biurowych zadań wymagających dokładności to moja rola. Filip to człowiek-wyzwanie. Jego pasjonuje biznes. Ma na koncie trzy firmy i każda odnosiła sukces. Każdy, kto rozumie, na czym polega tworzenie firmy od zera, będzie wiedział, o czym mówię. Jego pasje to medycyna i sprzedaż. Jako szef mąż jest obecny i aktywny na każdym polu i pewnie go to trochę męczy, ale ma oczy dookoła głowy. Marketing, ludzie, dostawcy, medycyna, strategie produktowe, szkoleniowcy i inne cuda, które wymyśli – czasami nie wiem, czym się dokładnie w danej chwili zajmuje i nawet nie chcę drążyć. Odkąd go znam, działa w biznesie, a ja go wspieram – dobrze nam z tym podziałem. Urodziliśmy się tego samego dnia, jesteśmy jak jin i jang – uzupełniamy się i równoważymy na każdym kroku.
Co uważasz za mocną stronę Waszej firmy?
Wszystko robimy z pasją i entuzjazmem, a praca autentycznie i szczerze nas cieszy. Oczywiście bardzo często jesteśmy wykończeni, bo skala problemów do rozwiązania bywa przytłaczająca, dlatego zdecydowanie stawiamy na zdrowy work-life balance. Do szesnastej pracujemy na maksa, a później jest czas dla ciała i duszy. Oczywiście ta szesnasta to taka umowna godzina, bo mózg Filipa rzadko się zatrzymuje, ale znalazł i na to sposób: aktywność fizyczna, bardzo mu to służy. Muszę przyznać, że ja też się wkręciłam. Joga, rowerek, zimowe spacery – najlepsze na chandrę i długie, ciemne dni. My już nie mamy małych dzieci – kiedyś było zdecydowanie trudniej, bo mieliśmy mniej czasu dla siebie, ale pewnych zasad i wtedy się trzymaliśmy. W sumie razem w biznesie jesteśmy już prawie 11 lat. Wielką siłą naszej firmy jest zgoda i niewynajdywanie problemów tam, gdzie ich nie ma.
Planujesz zmiany w obszarze organizacyjnym i logistycznym firmy w najbliższych latach?
Ciągle szukamy optymalizacji kosztów do jakości. Myślę, że w przyszłości kierunek będą wyznaczały procesy automatyzacji. Po wielu latach funkcjonowania w bardzo skromnej lokalizacji, gdzie było nam już ciasno, przeprowadzamy się. Będziemy funkcjonować na powierzchni czterokrotnie większej od obecnej. Łatwość dostaw, duży własny parking, pomieszczenia magazynowe o różnym przeznaczeniu. Wprowadzenie MEC Regenerate® łączy się z kolejnymi wymogami dla dystrybutorów, co nas motywuje. Ciągły nadzór kontroli temperatury w specjalnie zaprojektowanym pomieszczeniu, gdzie stoją już lodówki farmaceutyczne ze świadectwem wzorcowania, to u nas już standard. Chcemy wchodzić na coraz wyższy poziom. W poprzedniej firmie Filip wdrożył ISO 13485:2016 w zakresie zarządzania wyrobami medycznymi, więc pewnie w przyszłości będzie chciał to zrobić także w naszej nowej siedzibie. Teraz oprócz tego, że komfort pracy w stacjonarnej części naszej firmy się poprawi, sposób zarządzania produktami będzie jeszcze bardziej efektywny. Kiedyś Filip powiedział, że nie zmieni lokalizacji, dopóki ściany nie będą zastawione od podłogi do sufitu. Jak widać, ma kolejne wyzwanie…
Dziękuję za rozmowę.

