Choć idealnie byłoby zacząć kilka tygodni temu, dobra wiadomość jest taka, że jeśli zabierzemy się za to teraz – wciąż mamy szansę odpowiednio przygotować skórę na lato. Kluczem jest świadome podejście, stopniowo wdrażane działania i cierpliwość – bo zdrowa, promienna skóra to efekt nie tylko kosmetyków, ale także czasu i systematyczności.

dr Iwona Radziejewska-Choma o potrzebach skóry przed nadejściem lata
Lekarz medycyny estetycznej i anti-aging, flebolog. Wieloletni szkoleniowiec i wykładowca na licznych kongresach, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Właścicielka Saska Clinic w Warszawie.
Dlaczego ochrona przed promieniowaniem UV powinna zaczynać się na długo przed pierwszym dniem spędzonym na słońcu?
Najważniejszym czynnikiem, przed którym musimy się chronić pod kątem niekorzystnego wpływu na skórę i przyspieszania starzenia, a wręcz destrukcyjnej przebudowy skóry, jest promieniowanie UV, powodujące tzw. photoaging, wskutek którego nie tylko zmniejsza się ilość włókien kolagenowych i elastynowych w skórze, ale także układają się one w niekształtny sposób. Wraz z wiekiem tracimy właściwości regeneracyjne i fizjologicznie ilość tych białek się zmniejsza, ale bez oddziaływania UV ich ułożenie pozostaje takie samo. Tymczasem po ekspozycji na promieniowanie słoneczne powstaje z nich bezkształtna masa. Aby temu zapobiegać, musimy wcześniej przygotowywać się na spotkanie z UV.
Czy ma Pani na myśli tylko promieniowanie UV w sensie fal o określonej długości, czy także temperaturę, upał?
Mówimy tu o promieniowaniu – przede wszystkim UVA, a dopiero w drugiej kolejności UVB, ponieważ UVA jest bardziej prostarzeniowym promieniowaniem niż UVB. Im lepszej jakości jest skóra, tym bardziej jest odporna na działanie czynników zewnętrznych.
Co możemy zrobić, by skóra miała tę właśnie „wysoką jakość”?
Przede wszystkim musimy wcześniej zacząć o nią dbać. „Wcześniej” nie znaczy dwa tygodnie przed wyjazdem na wakacje, tylko z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Najczęściej odpowiedni moment na przygotowania z myślą o lecie wypada w okolicach marca. Wtedy warto zrobić serię mezoterapii, zwłaszcza że skóra bywa przesuszona po okresie zimowym, grzewczym. Remedium na ten problem mogą być np. mezoterapie z kwasem hialuronowym, a dodatkowo z kwasem bursztynowym. Dobre będą także wszelkiego rodzaju mieszanki z witaminami, aminokwasami – wszystkim, co będzie odbudowywało macierz międzykomórkową i kolagen. Plus oczywiście uwzględniamy działanie przeciwwolnorodnikowe. Sprawdzą się tu przede wszystkim preparaty podawane za pomocą mikronakłuwania, które często mają w składzie glutation, koenzym Q10, witaminę C… czyli dużo antyoksydantów.
Te składniki będą naprawiały uszkodzenia, do których już doszło w skórze, ale przede wszystkim będą zwiększały potencjał regeneracyjny skóry i sprawiały, że poradzi sobie ona z niekorzystnym działaniem promieniowania UV.
Musimy brać pod uwagę także to, że pod wpływem UV skóra się pogrubia. Z reguły lepiej wyglądamy wtedy, gdy jest ona dodatkowo muśnięta słońcem. Często bywa tak, że trądzik ulega na początku złagodzeniu, a potem, w okresie jesiennym, mamy mocniejszy wyrzut wyprysków i zaskórników. Dlatego naskórek także musimy przygotować pod tym kątem. Możemy zrobić serię peelingów odpowiednio wcześniej, chociaż teraz dostępne są takie preparaty, które nie powodują dużego złuszczania, tylko przyspieszają „turn-over” komórek naskórka, dzięki czemu wymiana starych i produkcja nowych komórek lepiej funkcjonuje.
Na jakich substancjach bazują takie peelingi?
Są to najczęściej delikatne mieszanki kwasowe. Często zawierają one kwas migdałowy, kwas liponowy, dużo antyoksydantów, a w małym stężeniu nawet nawet kwas TCA, obecny np. w BioRePeelu. Chodzi o to, by kwasy same się neutralizowały w obrębie skóry.
Korzystne są również wszelkiego rodzaju oczyszczania wodorowe – takie, w których możemy dodać także lekki kwas i pozbyć się zrogowaciałej warstwy naskórka, a tym samym poprawić wchłanianie składników odżywczych. Będziemy je stosować choćby w kremach, by wspomóc działania przygotowujące na ekspozycję słoneczną, a także po to, żeby wyrównać koloryt. Musimy wziąć pod uwagę większą tendencję do pojawiania się przebarwień, nawet tych, które teoretycznie udało nam się zniwelować w okresie jesienno-zimowym. Niestety w skórze utrzymuje się pewna „pamięć” takich reakcji i słońce będzie je aktywowało.
Wracając do mezoterapii, warto przy tej okazji wspomnieć o peptydach biomimetycznych, które hamują działanie tyrozynazy, czyli enzymu, który przekształca barwnik obecny w skórze, czyli melatoninę, w melaninę i zapobiega jej odkładaniu się w postaci plam. Warto wykonać przed okresem słonecznym trzy–cztery zabiegi w odstępie dwóch–trzech tygodni. Oprócz tego, że poprawią one jakość i strukturę skóry, będą także ograniczały ryzyko kumulacji barwnika, ciemnienia plam pigmentacyjnych oraz powstawania nowych.
Jaka jest rola kwasu ferulowego w letniej fotoprotekcyjnej profilaktyce?
Kwas ferulowy jest bardzo silnym antyoksydantem. W połączeniu z witaminą C jest teraz bardzo często stosowany w kosmetykach. Doskonale sprawdza się również jako dodatek do różnego rodzaju kuracji antyoksydacyjnych. Wiele firm wprowadza zabiegi kosmetologiczne bazujące na tym kwasie.

Słyszałam, że tworzy on wręcz wewnętrzną tarczę antyoksydacyjną?
Tak jest, dlatego zalecamy wykonanie zabiegu z kwasem ferulowym na przykład dwa tygodnie przed wyjazdem. Tego typu zabieg możemy bezpiecznie przeprowadzić z takim wyprzedzeniem. W zeszłym roku robiliśmy je naszym pacjentkom dosyć regularnie. Oczywiście nie stwierdzimy gołym okiem, czy w skórze doszło do uszkodzeń DNA, które kwas ferulowy cofa, ale ewidentnie było widać, że występowała u nich dużo niższa tendencja do ciemnienia plam dzięki działaniu antyoksydacyjnemu i ochronie przeciwwolnorodnikowej. Sprawdzają się także różne formy witaminy C zawartej w kosmetykach. Można ją także stosować w formie serum pod krem – będzie wtedy działała ochronnie. Wiele form witaminy C jest już dostosowanych do aplikacii dziennej, nie mają właściwości drażniących. Skóra musi być także maksymalnie nawilżona.Będzie wtedy zupełnie inaczej funkcjonowała pod wpływem nagrzewania. Wiadomo, że gdy jest wyższa temperatura, to wilgoć tracimy zwykle intensywniej.
Czy skórę naczyniową powinniśmy chronić latem w jakiś szczególny sposób? Wydaje mi się, że rumień wtedy często się nasila…
U pacjentów, którzy mają ten problem, staramy się zamknąć naczynia w okresie jesienno-zimowym, ale u niektórych osób rumień wykazuje tendencję do nawracania. Jeśli ktoś jest podatny i wystąpią pewne czynniki, które sprzyjają ujawnieniu tej podatności, to niestety rumień będzie się pojawiał i będą się tworzyć nowe teleangiektazje. W takich przypadkach trzeba się bardzo dobrze zabezpieczać i bezwzględnie stosować przez cały czas kremy z filtrami. Koniecznie pamiętajmy o filtrze IR oraz o odpowiedniej pielęgnacji. Przy skórze z tendencją do nawrotów rumienia. Sprawdza się także kwas bursztynowy, który ma działanie przeciwzapalne.
Często skóry rumieniowe ulegają po nim poprawie – złagodzona zostaje widoczność zaczerwień, skóry nie są tak reaktywne, są też dobrze nawilżone, mają maksymalnie wzmocnioną barierę lipidową. Dobrze działają także delikatne peelingi, np. z kwasem azelainowym, który działa przeciwzapalnie. Warto zastosować kwas ferulowy lub laktobionowy. Musimy tylko uważać, żeby nie podrażnić tej wrażliwej skóry, tak więc zbyt mocny peeling odpada. Trzeba także dbać o to, by nie dochodziło do zatykania porów, dlatego że same zatkane pory stymulują delikatnie stan zapalny i mogą powodować wyższą tendencję do rumienia i naczynek. Skóra musi więc być dobrze, ale w sposób delikatny „doczyszczona” oraz dobrze nawilżona, z wykorzystaniem składników przeciwzapalnych.
Jakimi metodami najlepiej „doczyścić” skórę? Co zadziała, co jest bezpieczne, bo rozumiem, że to nie jest czas na agresywne peelingi?
Dobre będą kwasy i mieszanki kwasów, które nie powodują dużego złuszczania, ale mimo wszystko dają pewne rozszczelnienie komórek naskórka i ich samoistne delikatne złuszczanie w warstwie zewnętrznej. Powinny być to zabiegi mało agresywne, ale jednak regularnie wykonywane. Przy bardziej tłustych skórach można stosować nawet małe stężenia retinolu, który będzie się bardzo dobrze sprawdzał, jeśli skóra będzie do niego przyzwyczajona.
Zalecamy także dokładne zmywanie skóry – nie dwa razy dziennie, a raz, by nie usuwać bariery lipidowej. W pielęgnacji domowej powinny się znaleźć kremy zawierające ceramidy czy inne substancje, które będą nam regenerowały naskórek i cały czas uszczelniały warstwę lipidową. Do tego konsekwentnie dodajemy bardzo dużo antyoksydacji. Oczyszczanie możemy zrobić, ale delikatne. Powinno się też zwracać uwagę na to, w jakim stanie jest nasz pacjent, np. czy nie ma zaostrzenia trądziku różowatego, bo wtedy musimy wprowadzić leczenie farmakologiczne, a dopiero później możemy się zająć zabiegami, które wspomogą samą skórę.
Co możemy zdziałać przed sezonem bikini w przypadku ciała?
To jest kwestia dłuższego przygotowania, bo to cellulit daje się pacjentom we znaki najbardziej. A latem chcemy wyglądać jak najlepiej, czyli mieć jak najmniej tkanki tłuszczowej, niewidoczny cellulit, a do tego jeszcze fajnie wypracowane mięśnie. Można więc zastosować metody, które będą działały na napięcie mięśni. A cellulit? Przebieg terapii zależy od tego, czy to typ tłuszczowy, czy wodny. Najczęściej zalecamy łączenie różnych metod i dobieramy je także w zależności od tego, czy skóra jest naczyniowa, czy też nie. Przy naczyniowej nie możemy zastosować metod podciśnieniowych ani rozgrzewania, ale możemy wykorzystać karboksyterapię czy mezoterapie antycellulitowe, które dodatkowo będą wzmacniały naczynia i poprawiały przepływ limfy. To wszystko jest powiązane. Ponadto usuwamy z organizmu toksyny. Musimy mieć na to minimum trzy miesiące, by efekty były widoczne. Po wkłuciach chronimy się przed słońcem przynajmniej przez trzy dni, ale niektóre preparaty, zwłaszcza antycellulitowe, mogą dawać niewielki stan zapalny i sprzyjać powstawaniu przebarwień. Co do redukcji tkanki tłuszczowej, można się miejscowo wspomóc lipolizą, kriolipolizą lub falą uderzeniową, która również redukuje tkankę tłuszczową i poprawia przepływ limfy. Generalnie jednak najtrudniejszym wyzwaniem jest właśnie cellulit, bo on jest w dużej mierze zależny od naszej genetyki i trybu życia, m.in. od tego, co jemy. Jeśli chcemy uzyskać dobre efekty, wszystkie te czynniki muszą iść ze sobą w parze. Niezwykle istotną rolę ma w tym także nasza gospodarka hormonalna.

A propos hormonów… Słońce faktycznie jest bardziej niebezpieczne dla kobiet stosujących antykoncepcję doustną lub HTZ?
Na pewno występuje u nich dużo większe ryzyko hiperpigmentacji. Zwróciłabym też uwagę na problemy z tarczycą, np. niedoczynność czy chorobę Hashimoto. Mam na myśli osoby, które przyjmują Eutyrox lub Letrox – u nich także ryzyko hiperpigmentacji jest większe. W takich przypadkach tym bardziej będziemy stosować te wszystkie zabiegi, o których wcześniej rozmawiałyśmy. Działamy zwłaszcza preparatami zawierającymi peptydy biomimetyczne, by zahamować działanie tyrozynazy. Bardzo dobrze sprawdza się także osocze bogatopłytkowe, zwłaszcza u pacjentek z mocnymi melasmami, które mają tendencję do nawrotów – nawet jeśli wcześniej był stosowany np. cosmelan czy dermamelan i udało się ostrudę zniwelować. Bardzo często po zastosowaniu osocza pacjenci widzą, że skóra ma lepsze zdolności regeneracyjne oraz mniejszą tendencję do odkładania melaniny i że miejsca, gdzie wcześniej była plama, mniej ciemnieją. Także pomiędzy wyjazdami staramy się w ten sposób zabezpieczyć. Podobnie postępujemy ze skórą naczyniową – osocze też jest dla niej zbawienne. Również osoby z trądzikiem różowatym widzą po nim poprawę. Nawet panowie często chwalą sobie te zabiegi. Tylko tu musimy brać pod uwagę wyniki badań – sprawdzamy, czy płytki krwi są na odpowiednim poziomie. Jeśli mamy niski poziom ferrytyny lub żelaza, ryzyko przebarwień jest wyższe, co zostało udowodnione naukowo. Gdy mamy niższy poziom selenu, cynku, miedzi, to wewnętrzna ochrona antyoksydacyjna jest mniejsza. Dlatego sprawdzajmy poziomy tych pierwiastków, bo nawet gdy będziemy działali zewnętrznie, efekt może być mniejszy.
Czy w takim razie dodatkowa suplementacja przed latem ma jednak sens? A jeśli tak, to jakimi preparatami? Karotenoidami?
Tak, one są na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o wzmacnianie ochrony przed słońcem.
Skoro już mówimy o karotenoidach… Czy warto uwzględnić astaksantynę?
Tak, ona ma bardzo silne właściwości przeciwzapalne. Są badania, które mówią o tym, że hamuje także tyrozynazę i odkładanie melaniny, więc jak najbardziej warto ją brać. Wdrażając kompleksowy anti-aging, polecamy także przyjmowanie doustnie kolagenu, który według badań z jednej strony zwiększa nawilżenie skóry, a z drugiej – zmniejsza oddziaływanie wolnych rodników oraz wtórnie zmniejsza powstawanie przebarwień. Badania potwierdzające tego typu działanie to są rzeczywiście badania niezależne, niesponsorowane.
Ja lubię swoim pacjentom zlecić badania, sprawdzić poziom witamin, mikroelementów, witamin z grupy B, żelaza, czyli zobaczyć, czy czegoś nie musimy uzupełnić, żeby wszystko od środka dobrze funkcjonowało. Warto także co jakiś czas sprawdzić poziom selenu. To jeden z głównych pierwiastków działających ochronnie. Ważne są także poziomy witamin A i E, które również są antyoksydantami. Teraz możemy je łatwo uzupełniać w diecie – mamy dużo zdrowych, sezonowych owoców i warzyw.
Warto pamiętać także o koenzymie Q10, który redukuje uszkodzenia DNA wywołane przez promieniowanie UVA.
Mam wrażenie, że niemożliwe jest zjedzenie wszystkiego, co zalecają dietetycy…
I dlatego suplementacja jest sensownym rozwiązaniem – dieta obecnie nie do końca dostarcza wszystkiego, co dostarczała wcześniej. A jedno z drugim idzie w parze…
Co z modnymi peptydami miedziowymi?
One są ważne dla produkcji kolagenu. Często łączone są z cynkiem. Dobre połączenie to także cynk, miedź i kwercetyna. Suplementacja to działanie pośrednie – dążymy tu do tego, żeby jakość skóry była jak najlepsza, żeby była ona gęsta, nawodniona. Jeżeli mamy mało cynku, miedzi, selenu w organizmie, to jesteśmy bardziej narażeni na działanie metali ciężkich, a co za tym idzie mamy niższą ochronę przed UV.
Dziękuję za rozmowę.
