Siedem lat temu dr Katarzyna Wawro-Frączek rozpoczęła pracę w medycynie estetycznej w Jaśle. Od początku stawia na naturalną medycynę estetyczną, prewencję i indywidualne podejście do pacjenta, udowadniając, że nowoczesne zabiegi nie muszą oznaczać przerysowanych efektów. Jej doświadczenie i wyczucie estetyki zostały docenione przez IBSA Derma, która mianowała ją trenerką marki.

lek. dent. Katarzyna Wawro -Frączek
Absolwentka Wydziału Lekarsko-Dentystycznego Akademii Medycznej im. Piastów Śląskich we Wrocławiu oraz studiów podyplomowych na kierunku medycyna estetyczna w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej w Katowicach. Od 2012 roku prowadzi gabinet stomatologiczny w Jaśle, którego ofertę powiększyła w 2017 roku o zabiegi medycyny estetycznej. Członkini Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, trenerka IBSA Derma. W pracy stawia na profilaktykę starzenia, naturalne efekty i indywidualne podejście do pacjenta.
Kilka lat temu porzuciłaś stomatologię na rzecz medycyny estetycznej.
Zawsze wiedziałam, że chcę pracować z ludźmi i dla ludzi. Jako dziecko marzyłam o tym, by zostać pediatrą albo chirurgiem. Z czasem coraz bardziej zaczęła fascynować mnie stomatologia – połączenie medycyny, estetyki i precyzyjnej pracy manualnej. To było dokładnie to, co kochałam. Ale w pewnym momencie poczułam, że chcę dawać pacjentom coś więcej niż tylko zdrowy uśmiech. Medycyna estetyczna pojawiła się bardzo naturalnie – jako logiczne przedłużenie tego, co już robiłam. Zauważyłam, że choć pacjenci odzyskiwali piękny uśmiech, to czasem brakowało czegoś więcej – harmonii, subtelnego dopracowania rysów twarzy. I właśnie to postanowiłam im dać.
Czy uważasz, że stomatolodzy potrafią lepiej modelować usta niż inni lekarze medycyny estetycznej?
Nie powiedziałabym, że lepiej – ale na pewno mamy pewne atuty. Stomatolodzy doskonale znają anatomię twarzy, zwłaszcza okolic ust i dolnego piętra – uczymy się tego bardzo szczegółowo na studiach i pracujemy z tą strefą każdego dnia. Mamy też duże wyczucie symetrii, proporcji oraz ogromną precyzję w rękach. Warto przypomnieć też, że dentysta w Polsce kończy kierunek lekarsko-dentystyczny, który obejmuje również klasyczne przedmioty medyczne, takie jak chociażby farmakologia, dermatologia czy laryngologia. Dzięki temu mamy szeroką wiedzę ogólnomedyczną. I jeszcze jedno – dla wielu lekarzy pierwsze realne doświadczenie z igłą w obrębie obrębie ust, a czasem nawet twarzy pojawia się dopiero na szkoleniu. Dla nas to codzienność: podajemy znieczulenia, nacinamy ropnie, zakładamy szwy. To wszystko przekłada się na wyczucie, bezpieczeństwo i pewność w działaniu. Ale to nie znaczy, że ktoś jest lepszy lub gorszy – każda specjalizacja wnosi coś cennego. Dlatego tak ważna jest współpraca i wzajemny szacunek w branży.
Jak rozwija się medycyna estetyczna w tak niewielkim mieście jak Jasło?
Zaskakująco dobrze! Gdy zaczynałam wykonywać zabiegi medycyny estetycznej siedem lat temu, trafiłam na pewną niszę. Musiałam edukować pacjentów, że medycyna estetyczna to nie tylko przerysowane efekty, ale przede wszystkim prewencja i naturalne starzenie się z klasą. Dziś świadomość pacjentów jest ogromna – wiedzą, czego chcą, i stawiają na jakość, a nie efekt „wow!” za wszelką cenę. Jasło to może nie Warszawa czy Kraków, ale nie odstajemy ani pod względem produktów, ani technologii, ani wiedzy. Mam dostęp do światowej klasy sprzętu i szkoleń, a dodatkowo – dzięki kameralnej atmosferze – mogę zaoferować coś, czego czasami brakuje w dużych miastach: prawdziwą relację, zaufanie i troskę. Od czterech lat nie zajmuję się już stomatologią. Przyszedł moment, kiedy musiałam wybrać jeden kierunek. Pogodzenie roli mamy, żony, dentystki, lekarza medycyny estetycznej i trenerki – przy zapisach pół roku do przodu – po prostu nie było już możliwe. Postawiłam na medycynę estetyczną, bo daje mi ogromną satysfakcję, a moim pacjentom – widoczną radość i wdzięczność.

Dlaczego zdecydowałaś się zostać trenerką marki IBSA Derma?
Bo to marka, z którą po prostu się utożsamiam. IBSA Derma stawia na naturalność, subtelność i szacunek dla indywidualności – a to są wartości, które są mi bardzo bliskie. Zakochałam się w produktach tej marki, zanim jeszcze oficjalnie pojawiła się ona w Polsce. Poczułam, że mam do czynienia z czymś wyjątkowym. Z czasem zaczęłam dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi lekarzami – i tak pojawiła się propozycja zostania trenerką. Od trzech lat z dumą prowadzę szkolenia dla lekarzy i traktuję to jako ogromny zaszczyt, a także odpowiedzialność.
W jaki sposób IBSA Derma pomaga Ci się spełnić w roli szkoleniowca?
IBSA Derma daje mi przestrzeń do rozwoju i autentycznego dzielenia się wiedzą. To nie tylko marka – to filozofia pracy, z którą się utożsamiam. Podczas szkoleń nie chodzi tylko o technikę – ważna jest też etyka, odpowiedzialność i umiejętność słuchania pacjenta. IBSA Derma wspiera mnie w budowaniu tej jakości. Czuję, że to, co robię, ma sens – mogę inspirować innych lekarzy, a do tego też sama stale się uczę. To relacja oparta na wzajemnym szacunku i zaufaniu, która daje mi ogrom satysfakcji.
Jakie są Twoje ulubione zabiegi tej marki?
Uwielbiam Profhilo – to produkt, który mnie absolutnie oczarował już siedem lat temu. Służy do bioremodelingu, poprawia jakość skóry, jędrność, nawilżenie bez dodawania objętości. Od roku równie mocno cenię Profhilo Structura. Koncepcja lipoliftingu kwasem hialuronowym przez stymulowanie powierzchownych kompartmentów tłuszczowych to prawdziwy game changer w medycynie estetycznej. Bardzo lubię też łączyć zabiegi, np. Profhilo z mezoterapią igłową z produktami Viscoderm i Skinko E czy też z Viscoderm Hydrobooster w protokole Profhydro. To daje nam efekt „skóry, która oddycha”, która wygląda świeżo i promiennie.
Co wyróżnia IBSA Derma na tle innych marek?
Autentyczność i jakość. To marka, która nie krzyczy, ale mówi mądrze i z klasą. Jej produkty są nowoczesne, ale nie eksperymentalne – bazują na badaniach, a nie modzie. Cenię tę markę za to, że stawia na subtelną, inteligentną estetykę – zgodną z naturą pacjenta, nie z trendami z Instagrama.
Z jakich zabiegów korzystasz osobiście?
Zdecydowanie jestem fanką profilaktyki! Regularnie robię Profhilo, mezoterapię i oczywiście toksynę botulinową. Do tego korzystam z różnych technologii – kocham radiofrekwencję mikroigłową i laser tulowy. Zawsze działam z myślą o tym, by wyglądać naprawdę świeżo, promiennie, ale nadal jak ja. Prewencja to dla mnie klucz – daje najpiękniejsze, najbardziej naturalne efekty.
Którzy pacjenci są Twoim zdaniem najtrudniejsi?
Ci, którzy przychodzą z gotowym zdjęciem i mówią: „Chcę wyglądać jak ona”. Zawsze powtarzam, że nie chodzi o zmianę tożsamości, ale o podkreślenie indywidualnego piękna. Najtrudniejsze – ale i najważniejsze – jest zbudowanie zaufania i pokazanie pacjentowi, że harmonia i spójność są dużo wartościowsze niż ślepe kopiowanie trendów.
Co będzie największym trendem w medycynie estetycznej w najbliższych latach?
Naturalność, regeneracja, jakość skóry. Coraz więcej osób będzie szukało biostymulacji, zabiegów łączonych, holistycznego podejścia. Technologia – jak chociażby wspomniana wcześniej RF mikroigłowa czy lasery – będzie odgrywać coraz większą rolę, ale tylko wtedy, gdy będzie stosowana mądrze i indywidualnie.
Masz kilkuletnią córeczkę. Czego Cię nauczyło macierzyństwo?
Macierzyństwo przewartościowało wszystko. Moja córka nauczyła mnie przede wszystkim cierpliwości, uważności i pokory. Pokazała mi, jak ważna jest obecność – taka prawdziwa, bez telefonu w ręce, bez pośpiechu. Że nie wszystko musi być zrobione na już, a najważniejsze rzeczy dzieją się w codziennych, zwyczajnych momentach – przy wspólnym śniadaniu, przytuleniu po pracy, rozmowie przed snem. Przypomniała mi, że życie składa się z drobnych chwil i że warto je celebrować. Dzięki niej bardziej dbam o równowagę i staram się nie zatracić w biegu, choć czasem to bywa trudne. Uświadomiłam sobie też, jak trudno być mamą we współczesnym świecie – pełnym oczekiwań, presji i ciągłego porównywania. Macierzyństwo to zdecydowanie najtrudniejsza, ale i najpiękniejsza rola, jaka mi się w życiu przydarzyła.
W jaki sposób najlepiej odpoczywasz po pracy?
Najlepiej odpoczywam… w ruchu. Uwielbiam jazdę na rowerze – daje mi poczucie wolności i przestrzeni. W 2020 roku razem z mężem przejechaliśmy 780 km z Jasła do Sopotu w siedem dni, organizując przy tym akcję charytatywną na rzecz domu dziecka w Kołaczycach. Udało nam się zebrać sporą sumę pieniędzy, ale to emocje, które towarzyszyły całej wyprawie, były najcenniejsze. Kocham podróżować – zwiedziłam już pół świata, a głód odkrywania nadal we mnie nie słabnie. Wraz z mężem dotarliśmy m.in. do Etiopii i Namibii, gdzie odwiedziliśmy plemiona żyjące w zgodzie z dawną tradycją. O naszych wyprawach mogłabym opowiadać godzinami. Góry to kolejna moja miłość – zdobyliśmy razem Kilimandżaro, a w Himalajach dotarliśmy aż do bazy pod Mount Everestem, gdzie spaliśmy w namiocie – dokładnie tam, skąd wyruszają himalaiści na szczyt świata. Najlepiej odnajduję się z plecakiem na trekkingu, ale potrafię też docenić wygodę luksusowego hotelu. Śmieję się, że odnajdę się i w namiocie, i w Mariocie – byleby z moim mężem i z dala od codzienności. A jeśli nie podróże, to muzyka. Kocham jej słuchać, czasem śpiewam – choć nie mam do tego talentu (śmiech). Kilka godzin za kierownicą, dobra playlista i droga przed sobą – to dla mnie najlepszy sposób na reset.
Nie kolekcjonujesz rzeczy, wolisz kolekcjonować wspomnienia.
Tak, zamiast inwestować w kolejne buty czy torebki, wolę inwestować w przeżycia, emocje i doświadczenia. Oczywiście lubię ładne rzeczy, ale to nie one mnie definiują. Nie mam potrzeby otaczać się luksusowymi markami – dla mnie prawdziwym luksusem jest zachwyt nad światem, rozmowy, wzruszenia i wspólne chwile z bliskimi. To one budują prawdziwe bogactwo mojego życia i właśnie je chcę kolekcjonować.
Jakie masz zawodowe marzenia?
Może to zabrzmi banalnie, ale… ja nie mam konkretnych zawodowych marzeń. Gdyby ktoś 10 lat temu mi powiedział, że będę w miejscu, w którym jestem teraz – nie uwierzyłabym. To, co mam dzięki losowi i ciężkiej pracy, już przekracza moje najśmielsze wyobrażenia. Jedyne, czego pragnę, to nigdy nie stracić pasji. Chcę dalej kochać to, co robię, być sobą i… po prostu być szczęśliwa.
Tego więc Ci życzę. Dziękuję za rozmowę!

