fbpx

Bądź szczupła jak Francuzki – cała prawda o podjadaniu między posiłkami

Autor Magdalena Błaszczak
Podjadanie

Przekąska, przegryzka, małe „co-nieco”, „czasoumilacz”, „małe coś”, odrobinka, garstka. Nomenklatura przeróżna, ale i tak chodzi o to samo, czyli o podjadanie między posiłkami. Francuskie mamy od małego uczą swoje dzieci: to największy grzech na świecie!

agnieszka-piskala

Agnieszka Piskała-Topczewska o podjadaniu między posiłkami

diet coach, współautorka książki „Chrzań te diety”

Na ogół traktuje się „to coś” jako mini posiłek przegryzkę, przekąskę. Tak naprawdę, jeśli zliczymy kaloryczność tych „nic nieznaczących posiłków pod koniec dnia, może się okazać, że dostarczają one jedną trzecią, a często nawet połowę dziennego zapotrzebowania na energię. Tego typu „przekąski” pojawiają się w naszym jadłospisie wtedy, kiedy absolutnie nie zwracamy uwagi na to, że one właśnie zawładnęły naszymi trzewiami. Czyli, kiedy pracujemy przy komputerze, oglądamy telewizję, czytamy albo piszemy książkę, gotujemy obiad, przygotowujemy raport, rozmawiamy z koleżanką.

Nic nie jem, a tyję!

Dla wielu pacjentów, mówiących mi od progu: „Jak to możliwe: nic nie jem, a tyję!”, zaskakujący jest fakt: pod koniec dnia okazuje się, że spożywają nawet 16 posiłków. Tymczasem nie ma w tym nic dziwnego. Definicja posiłku to: „Cokolwiek wsadzamy do ust i dostarcza to organizmowi wartości energetycznej”. Z fizjologicznego punktu widzenia jeden mały cukierek jest traktowany jak posiłek. Listek mięty skubnięty, kiedy weszliśmy do kuchni – także. Pestka dyni zjedzona, bo akurat była w kieszeni – także. Świetnie by było, gdyby żołądek, do którego przypadkowo wpadł listek mięty, pomyślał: „Nie chce mi się uruchamiać całej procedury trawienia. Poczekam, aż wrzucą mi więcej. Wtedy dam sygnał do produkowania kwasów żołądkowych i enzymów trawiennych”. Ale organizm tak nie działa. Jeśli tylko coś znajdzie się w żołądku, jest traktowane jako posiłek – uruchamia się cały skomplikowany proces. Do następnego razu, który może być za 30 minut, godzinę lub dwie, a może za kilka minut. Ktoś, kto mówi mi, że w ciągu dnia praktycznie nic nie je, na ogół należy do tej grupy pacjentów, którzy jedzą kilkanaście posiłków w ciągu dnia.

Podjadanie a pięć posiłków dziennie

A gdzie w takim razie podziała się zasada: „Jedz regularnie pięć posiłków dziennie”? To mądra wytyczna, ale nie zawsze możliwa do wykonania. Wiadomo: zasada „dla wszystkich” jest zasadą „dla nikogo”. Można dobrze funkcjonować, jedząc trzy posiłki w ciągu dnia albo nawet 13. Ale zawsze należy pamiętać, że nasz organizm to z fizjologicznego punktu widzenia system „zerojedynkowy”: fizjologia, biochemia, chemia organiczna są bezlitośnie i bezwzględnie racjonalne. Jest jedzenie, jest energia, nie ma jedzenia, nie ma energii. Organizm nie komunikuje się ze sobą aż tak precyzyjnie na wysokim poziomie perswazji między poszczególnymi narządami. Oznacza to, że mózg z pewnością nie prowadzi z żołądkiem takiej, jak poniższa, konwersacji:

  • Mózg: „Żołądek, sorry, ale wyłącz proszę na razie odczuwanie głodu, bo jestem teraz na ważnym spotkaniu i nie możesz burczeć. To trochę rozprasza. A tak przy okazji, dorzuć mi trochę glukozy, będzie mi się lepiej na złączach działało”.
  •  Żołądek: „Mózg, przepraszam cię bardzo, ale ostatnio piłem tylko 4 kawy bez mleka i bez cukru. Wątroba mnie naciska, żeby dać jej energii, bo potrzebuje na neutralizację toksyn. Chłopie! Przecież nawet Salomon z pustego nie naleje!”
  • Mózg: „Żołądek, proszę. Jak wygramy ten przetarg, jak adrenalina przestanie się pchać w żyły, to ci wyślę trochę leptyny. Potem ty powydzielasz więcej soków żołądkowych. Następnie będziemy to oblewać alkoholem, zjemy pizzę.  Albo dwie. Teraz wrzuć na luz lub włącz tryb oszczędnościowy i daj żyć…”
  •  Żołądek: „OK, poczekam. Skoro w perspektywie jest pizza, to idę spać. Obudź mnie, jak będę musiał znów zwiększyć produkcję soków żołądkowych”.
    Świetnie by było, jakby się dogadali! Tyle kłopotów z głowy! Zero ssania żołądka po 15.00. Niestety, organizm tak nie działa.

Dlaczego nie warto podjadać?

Z organizmem jest trochę tak, jak z pensją. Jeśli pracodawca płaci regularnie, np. 28 dnia każdego miesiaca, mamy pewną, stabilną sytuację finansową. Jesteśmy w stanie zaplanować wydatki, czasem nawet zaszaleć. Tak samo jest z naszym organizmem. Jeśli regularnie dostarczamy mu energię w postaci kalorii (trzy, pięć, siedem, 12 razy dziennie, ale dzień w dzień regularnie o tych samych porach), to on jest w stanie zagospodarować dostarczaną energię. Wydać na procesy życiowe tyle, ile potrzebuje, czasem zaszaleje (dostarczy nam energię na szaleństwo taneczne do białego rana). Co się dzieje jednak, jeśli pracodawca nie płaci nam pensji regularnie? Może zapłaci za tydzień, a może za miesiąc? Może 50 zł, a może 500 zł? Co wtedy robimy? Oszczędzamy. To normalne, bo jak nie mamy pewności dnia następnego, to ciułamy na „czarną godzinę”. Tak samo jest z naszym przewodem pokarmowym. Jemy nieregularnie posiłki i nasz organizm nie wie, czy kolejna dawka energii przyjdzie za pół godziny czy może za dwie lub za sześć godzin. Wtedy zaczyna oszczędzać – w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy dostarczą kolejną porcję energii. Skoro oszczędza, to znaczy, że każdą, nawet najmniejszą liczbę kalorii, będzie odkładał w postaci nadprogramowego tłuszczu.

Jak nie podjadać – praktyczne rady

Mam wśród pacjentów takich, którzy jedli „nieregularnie” pięć posiłków i mieli nadwagę lub otyłość, i takich, którzy jedli trzy lub 13 posiłków, ale regularnie, i dzięki temu albo zaczęli pięknie chudnąć, albo od razu przychodzili do mnie z innymi problemami żywieniowymi niż nadwaga lub otyłość.
Nieważne, ile ma się posiłków w ciągu dnia, ważne, żeby były one regularne, z tolerancją +/– 15 minut.
Część moich pacjentów po pierwszej wizycie i analizie „Dzienniczka Bieżącego Notowania” odsyłałam do domu z zaleceniem: „Proszę jeść to samo, co dotychczas, tylko w regularnych odstępach czasu”. Nie wszyscy to rozumieli, bo przecież myśleli, że jak płacą za porady dietetyczki, to powinna ona im zrewolucjonizować jadłospis. Mówiłam wtedy: – Jeżeli Pan/Pani chce, mogę jadłospis zmienić tak, żeby były tam produkty, których Pan/Pani nie lubi. Efekt też będzie gwarantowany. Jaki wybór? – jem to, co lubię i regularnie, czy to, czego nie lubię, i też regularnie? Wszyscy pacjenci, którzy wybrali opcję numer 1, czyli regularne posiłki, schudli, i to niezauważalnie lub nawet z nieukrywaną przyjemnością. Jeśli posiłki są regularne, choćby nawet żywieniowo dalece odbiegały od ideału, to i tak organizm na procesy życiowe wykorzysta tylko tyle energii, ile potrzebuje. Resztę wydali, bo po co to trzymać i magazynować (czytaj: kumulować w komórkach tłuszczowych organizmu w postaci zapasowego tłuszczu), skoro kolejna dawka energii i tak przyjdzie za trzy-cztery godziny?
Morał: Przekąska, to też posiłek i jeśli będzie cykliczną, stałą i regularną częścią naszych codziennych rytuałów żywieniowych, to na pewno nam nie zaszkodzi, a na pewno nie naszej sylwetce. Zadziwiające, prawda?

Tycie – cała prawda o komórkach tłuszczowych

Liczba komórek tłuszczowych w organizmie nie jest stała. Kiedyś rzeczywiście uważano, że powstają one tylko…

Niniejszy przekaz ma charakter niepromocyjny, nie zawiera elementów wartościujących, wykraczających poza obiektywną informację i ma wyłącznie na celu podniesienie świadomości społecznej i poczucia odpowiedzialności na temat zabiegów medycyny estetycznej.

POLECANE ARTYKUŁY

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka prywatności Akceptuję Polityka Prywatności

Polityka Prywatności